Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wycieczki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2020

Jak spalić zapiekankę i kiełbasę z grila?

Wolny wieczór i nie pada? Idziemy na kolację "na miasto". Nie chodziło o konkretną knajpę /restaurację tylko o to, co na Kazimierzu najważniejsze: zapiekanki i kiełbaski z niebieskiej nyski (chociaż znalazłoby się kilku znawców, który nie zaliczyliby Hali Targowej do Kazimierza).



wtorek, 23 czerwca 2020

Weekendowe wycieczki w dobie COVID19

Jak już się okazało, że nie musimy siedzieć w domach, ale galerii handlowych jeszcze nie otworzyli, całe społeczeństwo ruszyło na wycieczki pieszo-rowerowe. W weekend nie było w zasadzie miejsca, gdzie nie napotkalibyśmy dzikich tłumów.



niedziela, 28 lipca 2019

Dom Jana Pawla II w Wadowicach

Lubię nowoczesne Muzea. Lubie być zaskakiwana ekspozycją, lubię dobrych przewodników, którzy pracują z pasją.
To wszystko znalazłam w Wadowicach. Ostatnio na Muzeum - Dom Jana Pawła II spadło wiele krytyki w środowisku turystycznym, gdyż nie wpuścili spóźnionej grupy osób niepełnosprawnych. Uważam, że sprawę trzeba rozpatrywać przez pryzmat obu stron i przy odrobinie dobrej woli na pewno udałoby się ją załatwić. najwidoczniej czegoś zabrakło..


Czy na tych krzesłach można siadać?

Kontynuując fascynację II Wojną Światową Słodziaki przeczytały "Pana Apotekera". Rzecz się ma o Tadeuszu Pankiewiczu.


wtorek, 9 lipca 2019

Tajemnice Dolnego Śląska

Wróciliśmy na Dolny Śląsk na początku lata mając pewność, że tym razem w Błędnych Skałach nie będzie śniegu i uda się nam je zobaczyć.
Pierwszy przystanek to Wrocław i wizyta u naszych Przyjaciół, którzy jak zwykle sprawili, że nie chciało nam się nam stamtąd wyjeżdżać. Plan na stolicę Dolnego Śląska był relaksacyjny, tak, aby odpocząć po bardzo intensywnym roku szkolnym.
Nie obyło się też bez małych przygód, gdyż Renia zdecydowała pokazać nam, że ma już swoje lata i kocha miłością bezwarunkową tylko M., więc zmiana kierowcy wcale się jej nie spodobała :) Ale i to, mimo długiego weekendu, udało nam się naprawić.



poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Sarnia skała

Korzystając z wolnego na okoliczność strajku wybraliśmy się na kilka dni do Zakopanego. Tłumy na Święta miały dopiero zjechać, więc na szlakach było nietłoczno, a termach (tym razem testowaliśmy Bukovinę) - pusto.
Dolinę Kościeliską zaliczyliśmy dla spaceru i dla M., który jeszcze tam nie był. Jaskinia Mroźna była jeszcze zamknięta, więc czeka nas tam powrót latem.
Dzień wcześniej poszliśmy do Doliny Strążyskiej i przez Czerwoną Przełęcz do Doliny Białego. Zachęceni przez towarzyszącego nam ojca z dwójką małych dzieci (one dają radę to my też!) weszliśmy również na Sarnią Skałę, choć pod sam koniec M. dostał lęków wysokościowych, więc  czubek zdobyłam sama ze Słodziakami.
Z powrotem Drogą pod Reglami całość trasy wyniosła nas 14 km i zajęła nam 4 h, ale warunki było w większości zimowe, a podejście na przełęcz było dość strome.
Polecam tą trasę początkującym, gdyż daje dużo satysfakcji z podjętego wysiłku, nie jest szczególnie trudna, choć miejscami stroma, a widoki z Sarniej Skały są bajeczne!

czwartek, 11 października 2018

Weekendowe wycieczki w okolicach Krakowa

Buty "górskie" kupione na wiosnę okazały się być za małe na Słodziaków jesienią.... W związku z tym, zamiast w końcu zaliczyć Turbacz, albo jakieś inne poważne wzniesienie zmuszeni byliśmy szukać innej alternatywy do spędzenia pięknych jesiennych weekendów.


wtorek, 7 sierpnia 2018

I znów Warszawa

Z wizytami w Warszawie jest tak, że za każdym razem opracowując plan zwiedzania wydaje mi się, że już tym razem zwiedziliśmy wszystko. Po powrocie okazuje się jednak, że jeszcze parę rzeczy nam zostało :)
A oto, co udało nam się zobaczyć tym razem:



piątek, 13 lipca 2018

Do Supraśla jedź - mówili

To pojechaliśmy do: Supraśla, Tykocina i Osowca.
W Białymstoku jest duży dworzec PKS, z którego odjeżdżają autobusy oraz tuż obok przystanki prywatnych firm typu Voyager. Konkurencja jest zdrowa, więc ceny powinny być zróżnicowane (a nie są). Rozkłady jazdy są prawie identyczne, co dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe. Np. w sobotę do Tykocina jeździ autobus o 11.30 PKS, 11.25 Voyager, a następny jest odpowiednio o 15.30 i 15.25 (zmyślam godziny). Nikt nie wpadł na to, albo jest to celowe działanie, żeby przesunąć odjazd choć jednego autobusu np. na 14.00. Poza tym przewoźnik państwowy obsługiwany jest przez miłych i życzliwych ludzi, a w prywatnej konkurencji wszyscy robią Ci łaskę, że udzielą jakiejkolwiek informacji, albo patrzą na Ciebie jak na wariata, że pytasz o rzeczy "oczywiste".
Ale niestety największym mankamentem jednych i drugich jest brak bezpośrednich połączeń do największych atrakcji Podlasia - do puszcz. Bez samochodu do niektórych miejsc nie masz szans na dotarcie, albo jak już dotrzesz, to nie masz, jak z nich wrócić.


środa, 11 lipca 2018

Do Białegostoku? Co Ty tam bedziesz robić?!

A tak, do Białegostoku! I na dodatek wrócimy na Podlasie, bo przez tydzień nie udało nam się zobaczyć wszystkiego.
Ale od początku. Do celu dotarliśmy pociągiem TLK (ponieważ Pendolino było o 160% droższe). I tu ciekawostka: do Białegostoku jechaliśmy 7 godzin, a wracaliśmy, tą samą trasą - 5,5. Zagadka rozwiązała się w stolicy, w której zaplanowano aż 100 minut łącznego postoju. Po cholerę? Nie wiem.




niedziela, 1 lipca 2018

Ogród pełny lawendy

Trochę Prowansji obok Krakowa. Piękne, pachnące miejsce idealne na plener zdjęciowy.


 https://www.facebook.com/pages/biz/recreation_spot/Ogr%C3%B3d-pe%C5%82en-lawendy-234255756959807/

piątek, 29 czerwca 2018

Homole spływ Dunajcem

Pamiętam takie zdjęcie z dzieciństwa na tratwie z Rodzicami. Postanowiłam przeżyć tą przygodę raz jeszcze, tym razem z własnymi dziećmi.



środa, 20 czerwca 2018

Maciejowa

To był krótki wypad niedaleko. Trochę się poruszaliśmy, trochę pospacerowaliśmy. Było bardzo urokliwie, średnio męcząco.
Do Rabki udało nam się dojechać bez korków na Zakopiance. Zaparkowaliśmy na dole parku, tuż pod czołgami, co okazało się być dobrym pomysłem, bo potem łatwiej było nam odnaleźć samochód :)

Z parku niby są drogowskazy, ale nie do końca jasne. Przespacerowaliśmy się po Rabce wychodząc pod dość strome asfaltowe podejście niedaleko domu miejscowego rzeźbiarza, który pokazał, gdzie iść, a także ostrzegł przed żmijami, którą to przestrogę powtarzała każda mijana przez nas "miejscowa" osoba.


Żmii wprawdzie nie spotkaliśmy, ale węża i kozy owszem. Podejście do schroniska było niezbyt długie, ale miejscami męczące, choć mijani rowerzyści skutecznie dopingowali nas do jeszcze odrobiny wysiłku.


U celu tradycyjna schroniskowa zupka, piękne widoki i powrót, tym razem już całym szlakiem, który kończył się w parku. Park jest odnowiony, ogromny, ma mnóstwo placów zabaw, przyrządów do ćwiczeń na świeżym powietrzu i sam w sobie jest niezłą atrakcją.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Na Kudłoń

Niedziela wolna od handlu spowodowała, że w Krakowie był dziki tłum ludzi. Tak samo zresztą w Dolinie Chochołowskiej. Postanowiliśmy więc pojechać poszukać krokusów w Gorcach i nie zawiedliśmy się!



Było cudnie, pięknie. Przez pierwsze 3 godziny trasy jedyna żywa istotą napotkaną przez nas była łasica i milion kopulujących żab..



Nie byliśmy wprawdzie przygotowani na brodzenie w śniegu po kolana, ale zew przygody, niebezpieczeństwa spowodowały oprócz chwilowej kłótni i kary boskiej dla M. w postaci upadku na szlaku, że ta wycieczka długo jeszcze pozostanie w naszych wspomnieniach. I te DYWANY krokusów!!!!!




Szczegółowy opis wycieczki: https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/kudlon/


środa, 28 lutego 2018

Ferie 2018

Tegoroczne ferie zapowiadały się średnio. Na początku okazało się, że ze względu na rekonwalescencję Kacpra nie pojeździmy na nartach, więc wyjazd do Szczawnicy trzeba było odwołać.
W pierwszy dzień ferii Kajetan zaś złapał 40 stopni gorączki i anginę. W drugim tygodniu ferii ja się rozłożyłam. Żyć nie umierać.
Mimo to, co nieco udało nam się zrobić.
Przede wszystkim połaziliśmy po Muzeach: Narodowym, Historycznym Miasta Krakowa i Lotnictwa. Byliśmy też na warsztatach szycia, gotowania i robienia obwarzanków. Udało nam się również zrobić drzewo na konkurs poezji.
Zaliczyliśmy nawet trening piłkarski na śniegu.
Jednym słowem ferie można zaliczyć do udanych!



piątek, 5 stycznia 2018

Galeria Figur Stalowych

Włócząc się po Krakowie zaproponowałam Słodziakom wizytę w Muzeum Inżynierii Miejskiej, a konkretnie wystawę czasową (do 30.06.2018) - Galerię Figur Stalowych.
Trochę odstraszyła mnie cena, ale zachęcona bardzo pozytywnymi wrażeniami znajomej (dziękuję J.), która widziała tą wystawę w Pruszkowie, wysupłałam ostatni grosz i poszliśmy!
Ale się działo!




Jak zapewniają twórcy: „W industrialnym otoczeniu tworzymy imponujących rozmiarów figury metalowe – roboty, bohaterów kreskówek i filmów animowanych, postacie filmowe oraz perfekcyjnie zrekonstruowane samochody, które powstały w wyniku przetworzenia i obróbki złomu. Zmieniamy go w imponujące dzieła sztuki, aby tchnąć w niego zupełnie nowe życie, zupełnie jak z muzeum Madame Tussaud”.

Na wystawie w Krakowie twórcy zaprezentują dziesiątki poruszających naszą wyobraźnię stalowych postaci, misternie wykonanych z tysięcy stalowych elementów oraz całą gamę modeli samochodów, wykonanych w skali 1:1, o których marzą nie tylko fani motoryzacji. Można będzie je dotknąć, wsiąść do nich i poczuć się jak w hollywoodzkim filmie.

źródło: www.mim.krakow.pl



To właśnie te modele samochodów okazały się największym hitem wystawy. Do każdego z nich można było wsiąść bez obaw, że coś się zniszczy, zepsuje.
Mimo nagromadzenia wielu modeli w jednej sali nie ma się wrażenia natłoku eksponatów. Spędziliśmy tam prawie godzinę robiąc setki zdjęć.
Mimo ceny - polecam.

http://www.mim.krakow.pl/aktualnosci/galeria-figur-stalowych

czwartek, 24 sierpnia 2017

Poznań, Gniezno, Biskupin, Krasiejów

No i stało się! Zakochałam się... w Poznaniu! Nagle, niespodziewanie, na całe życie. Spędziliśmy tam dwie doby. To niestety za krótko, za mało, ale to świetny powód, żeby wrócić i wracać za każdym razem.



W Poznaniu włóczyliśmy się przede wszystkim po Rynku, choć koziołków nie udało nam się zobaczyć na żywo. Urokliwe uliczki, zakamarki, pomniki.


Udało nam się również zwiedzić Ostrów Tumski trasą dla dzieci, z audioguidami, organizowaną przez Bramę Poznania ICHOT. Słodziaki dostały chlebaki z wyposażeniem odkrywcy: lornetką, kredkami, zeszytem z zadaniami, kompasem. Całość trasy zajęła nam 1,5 - 2 godziny i ani na chwilę nie spadło ich zainteresowanie, nawet, gdy w tzw. "między - czasie" zaciągnęłam ich do podziemi (groby pierwszych Piastów) i Złotej Kaplicy.
Formuła gry terenowej połączona ze zwiedzaniem, to strzał w dziesiątkę, a cena mnie "zabiła" - 10 PLN za całą naszą czwórkę!



W Poznaniu odwiedziliśmy także termy maltańskie, ale ich urok docenić można poza sezonem, gdy nie ma w nich połowy stolicy Wielkopolski i ich gości :)





Udało mi się również wejść do Interaktywnego Centrum Bezpieczeństwa Skody AutoLab. Dojechać nie było łatwo, gdyż GPS oszalał, ale w środku Słodziaki do bólu wykorzystały symulatory bezpiecznej jazdy, robiły, pod kierunkiem miłej pani z obsługi, sztuczne oddychanie fantomowi, usiłowały iść po linii "po wypiciu alkoholu". Natomiast M.dachował i brał udział w crash-teście. To oczywiście część marketingu Skody, ale naprawdę było warto.




czwartek, 10 sierpnia 2017

Jak zaskakiwać, to tylko miło

Są w Polsce takie miejsca, po których nie spodziewasz się czegokolwiek. Jedziesz tam, bo żywcem nie ma co robić, a nie leje i w zasadzie nie wiesz o nich nic. Przyjeżdżasz na miejsce i okazuje się, że kiedyś tu wrócisz, a na wspomnienie pobytu uśmiechasz się.
W zeszłym roku takim miejscem - perełką było GNIEWINO, a w tym - WEJHEROWO.


Kaszubskie Oko w Gniewinie. Wiedziałam tylko tyle. Musiałam tam pojechać ze względu na Panią Dyrektor Szkoły w Gniewinie, którą miałam przyjemność gościć zawodowo w Krakowie z całą szkołą. Żegnając się z nimi miałam łzy wzruszenia w oczach, moi chłopcy dostali chusty z kaszubskimi gryfami (chłonę teraz Płomienną koronę Elżbiety Cherezińskiej, więc jestem w temacie i klimacie), a ja obiecałam, że przyjadę i obietnicy dotrzymałam.
Gniewino jest przykładem na świetnie wykorzystane dotacje unijne, wyróżnia się na trasie przez Kaszuby. Nagle wjeżdżasz do miejscowości, gdzie jest chodnik i to z obu stron drogi, na latarniach wiszą kompozycje kwiatowe, jest mnóstwo tablic informacyjnych po polsku i kaszubsku, jest czysto i optymistycznie. Pojawiają się też monstrualne stolemy oraz ono - Kaszubskie Oko, czyli wieża widokowa.



piątek, 4 sierpnia 2017

Dlaczego nie pojedziemy już do Kołobrzegu?

Po spędzeniu dwóch tygodni w nadmorskim zadupiu pojechaliśmy na parę dni do Kołobrzegu. Nie zrealizowaliśmy planu w 100%, ale coś tam udało nam się zobaczyć, a przede wszystkim poczuliśmy atmosferę miasta i wiemy, że nie jest dla nas.
Ale od początku.


Jadąc zatrzymaliśmy się w Ogrodach Hortulus (http://www.hortulus.com.pl/). Chcieliśmy zwiedzić oba, ale skończyło się tylko na Spectabilis, czyli tych z Labiryntem. Do biletów dokupiłam mapy i karty dla dzieci i spędziliśmy trzy godziny na bieganiu w labiryncie i podbijaniu wizerunków germańskich i słowiańskich bogów.  To naprawdę super pomysł i angażuje zarówno dzieci jaki i dorosłych. Trzeba również przyznać, że gdyby nie M. i jego zmysł orientacji nie udałoby się nam wypełnić zadania, bo labirynty były naprawdę bardzo trudne. W końcu poczuliśmy klimat finału Czary Ognia!
Weszliśmy nawet na wieżę widokową, która znacząco się chwiała na wietrze. Ekstremalne przeżycie!
Żałuję, że nie weszliśmy do Ogrodów Tematycznych, ale nie można mieć wszystkiego! Jednym z powodów takiej decyzji, oprócz ceny, była odległość między ogrodami. To ok. 2 km, czyli średni spacer w upał, po żwirowej drodze, gdzie samochody mijają się "na lusterka". Można przejechać samochodem, ale miejsc parkingowych jest niewiele i mimo, iż zatrudnieni pracownicy pomagają w parkowaniu na ulicy i na poboczach jest to duży kłopot. A wystarczyłby bus kursujący non stop miedzy ogrodami.


Plusy:
- dobra organizacja parkingów, gastronomii, sanitariatów
- piękne rośliny, aranżacje
- labirynt, wieża widokowa i pomysł gry dla dzieci

Minusy:
- cena (!!!)
- odległość między ogrodami i brak "busa" miedzy nimi

niedziela, 23 lipca 2017

Dzień w Gdańsku - muzealnie

3 lata temu byliśmy na przedłużony weekend w Trójmieście, stąd zostało nam niewiele rzeczy do odwiedzenia. Wtedy jednak przyjechaliśmy pociągiem, więc nasze wędrowanie było trochę ograniczone przez poruszanie się transportem publicznym, czas dojazdów i możliwości 5-latków.  Kiedy tylko w tym roku pojawiła się możliwość jednodniowego wypadu do Gdańska skwapliwie z tego skorzystaliśmy.
Plan obejmował: Muzeum II Wojny Światowej, Europejskie Centrum Solidarności i Westerplatte.


1. Muzeum II Wojny Światowej






Dużo szumu medialnego wokół tego Muzeum spowodowało, że bilety kupowałam już w kwietniu, co się opłaciło, gdyż do kas ciągnęły się długie kolejki. Niestety, żeby wypożyczyć audio-guide, trzeba było stać w tej samej kolejce. Nie wzięliśmy przewodnika, ponieważ obawiałam się, że ekspozycja nie będzie odpowiednia dla 8-latków i miałam rację. Przeszliśmy całe Muzeum, to ja decydowałam, co chłopcy będą oglądać, a co nie, zwłaszcza w obszarze Terror i Opór.