Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wychowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Strajk

No i stało się! Po trzech tygodniach strajku nauczycieli Słodziaki w końcu poszły do szkoły. Wprawdzie tylko na dwa dni, ale dobre i to.

Przez te trzy tygodnie wiele rzeczy zostało powiedziane zarówno przez nauczycieli, jak i przez rząd oraz przez Rodziców. Każdy miał swoje racje, każdy ciągnął do swojego, mam jednak wrażenie, że znów każdy Polak stał się ekspertem od edukacji.



sobota, 24 listopada 2018

Grzeczne dzieci

Od jakiegoś czasu próbujemy sobie poradzić z dyscypliną w klasie. Sprawa jest oczywiście ogromnie skomplikowana, gdyż obejmuje 25. uczniów i co najmniej 50. Rodziców.
Każdy oczywiście widzi sprawę trochę inaczej, każdy ma również swoje sposoby rozwiązania tego problemu.





Na myśl o tym, przenoszę się na swoja prywatną łąkę. To nic, że wymyśloną, kiedyś jeszcze będzie wiosna :)


piątek, 6 lutego 2015

Lekcja wychowawcza

No i cudnie, już początek lutego. A miałam mieć tyle czasu, żeby porządnie wybrać szkołę dla Słodziaków! Niby mam jeszcze prawie miesiąc, ale dziś wiem, że to mało. Za parę dni "Dzień Otwarty" w naszej rejonówce, o której opinie są niezłe, nawet pierwsze miejsce w rankingach wojewódzkich, ale to kurde kołchoz jakiś i 3-zmianówka! Może to jednak nie jest tak źle?
Oszaleję kiedyś przez te decyzje! Ktoś zapyta: "I czym tu się przejmować? Szkoła jak szkoła." Otóż ja wierzę, że nie. Jako Rodzic chcę wiedzieć, co, z kim i w jakich warunkach będzie porabiało moje dziecko przez najbliższe 6 lat. Ze swojego życiowego doświadczenia (ale brzmi, nie?) wiem też, że być może garstka ludzi, których spotkają moi chłopcy na tym etapie życia, będzie im towarzyszyć już zawsze. W moim przypadku tak się stało. We wrześniu stuknęło nam 30 lat przyjaźni.. Ale były czasy. Kiedy to zleciało?


A tym czasem chłopcy nakręceni przez książki z serii Mikołajek już nie mogą się doczekać tego pójścia do szkoły! Już wyobrażają sobie wspólne afery, bijatyki szkolne, nauczycieli, kolonie, komórki, które dostaną, zegarki. Trochę im żal starych przyjaźni i miłości, ale przecież "spikniemy się na fejsie".
Do tego czasu mają jeszcze parę imprez po drodze, które pewnie skutecznie zajmą ich głowy, a w tym wyczekiwane już od paru miesięcy urodziny.

wtorek, 9 grudnia 2014

Zachwyt dziecka

Kiedy już nasze dzieci staną się rozumne, zdolne do wyrażania emocji cały otaczający je świat zaczyna je zachwycać. Im więcej pokażemy dzieciom na tym etapie, tym większą mamy szansę, że odkryjemy ich zdolności, przyszłe zainteresowania.
Po co to robić? Ja posługuję się maksymą mojego Taty, który zawsze mi powtarzał, że człowiek powinien wiedzieć wszystko o czymś i coś o wszystkim. Skąd niby mamy wiedzieć, że nasze dziecko nie będzie wybitnym kompozytorem, jeżeli nigdy w życiu nie słyszało muzyki, czy nie spróbowało zagrać na jakimś instrumencie?
A co małe dziecko może o tym wiedzieć? No właśnie i tu pojawia się problem. W pewnym wieku, nie wiem, czy to jest związane ze szkołą (która podobno zabija twórcze myślenie), czy z etapem rozwoju (na to niewiele poradzimy - trzeba znaleźć sposób, żeby to w miarę bezboleśnie przejść), czy wychowaniem (na to jedno mamy jakiś wpływ) twoja pociecha zaczyna być "zblazowana".
Słowo fatalne w swoim brzmieniu, nawet jeżeli nie istnieje w oficjalnych słownikach, świetnie oddaje ten stan umysłu i ducha.

Dziecko przestaje wyrażać emocje. Jest mu obojętne, czy gdzieś idzie, czy nie idzie, czy coś ogląda, czy w czymś uczestniczy, czy nie. Zaczynają się problemy z własną osobowością. Nie ma własnego zdania, albo z obawy przed brakiem akceptacji grupy rówieśniczej lub Rodziców, nie ujawnia go. Zamiast "ja" w słowniku pojawia się "my".
Zdanie grupy jest zdaniem obowiązującym, jedynym, które się liczy. Poza tym znaczenie mają marki i metki. Nie ważne jest, czy dana rzecz jest ładna, podoba mi się, tylko jaką ma metkę i ile kosztuje.
Dziecko też zaczyna kalkować postawy dorosłych, ich stwierdzenia i opinie. W słowniku pojawiają się stwierdzenia: to rozczarowujące, nie tego się spodziewałam, no może być, w domu też takie mamy itd.
Patrzę, obserwuję i.... nie podoba mi się to. Kiedy jest ten moment, że z zachwyconego dziecka wyrasta zmanierowany gówniarz? Czy my też tacy byliśmy? Da się coś z tym zrobić?

Jak Słodziaki naśladują odruch wymiotny na reklamach koników pony, to już się to zaczyna? Jak Kajtek śmieje się z Kacpra, że ten ma koszulę w różową kratkę, to już? Trzeba interweniować? I tak się wtrącam, i tak tłumaczę, ale spoglądam w przyszłość z niepokojem.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Lęki nasze powszednie

Tak się zastanawiam, kiedy się zaczęły? Chyba pierwsze pojawiły się, gdy słodziaki miały 2 latka.
Kajtek miał traumę na widok (i słuch) piorącej pralki. Jak wirowała, a on akurat był w łazience, to wybiegał nawet przez zamknięte drzwi.


Z tym lękiem uporaliśmy się w miarę szybko. Po prostu włączyłam chłopców w przygotowanie prania: segregowanie brudów, wkładanie ich do pralki, wrzucanie kapsułek, nalewanie płynu, a potem stopniowo - włączanie jej, sprawdzanie, czy jeszcze się pierze i przenoszenie rzeczy do suszarki. Przy okazji nauczyłam ich obsługi suszarki i teraz sami potrafią nastawić kolejny cykl. Po prawdzie dalej odczuwają dyskomfort, gdy idą się kąpać, a suszarka jest włączona - to ją... wyłączają :)
Potem była toaleta. Znów Kajtek, po napletkowych problemach bardzo płakał i odczuwał ból przy sikaniu przez jakieś 2 doby. Naturalną konsekwencją tego był paniczny strach przed korzystaniem z toalety. Zbiegło się to w czasie z odpieluchowaniem i spowodowało, że Kacper pożegnał się z pieluchą w ciągu dnia w wieku 2,5 lat, a Kajtek dokładnie rok później (za to już na całą dobę).
W oswajaniu tego lęku posiadanie bratka, czyli brata bliźniaka, zdecydowanie pomaga. Stało się to w zasadzie bez naszego udziału, a opierało się tylko na kontrolowanym nadzorze. Kacper zasiadając na tronie nigdy nie zamykał drzwi. Jego "posiedzenia" trwały bardzo długo, czasem nawet do 20 minut. Wołał wtedy bratka i "se gadali". Najpierw Kajtek był w przedpokoju, potem stopniowo wchodził do łazienki. Brali sobie książki i różne chłopackie gadżety i... któregoś dnia - zamienili się miejscami.
Nie naciskaliśmy na nich w żaden sposób. Obserwowaliśmy tylko, co się wydarzy. Trwało to jakieś 2-3 miesiące. Pamiętam do dziś MMSa wysłanego Babci z wnukiem na kibelku :)
Z sikaniem było bardzo prosto, gdyż w zasadzie zaraz na początku okazało się, że bitwy na strumienie są najlepszą zabawą na świecie, więc do toalety chodzili zawsze razem.
W wieku 4 lat, na kanwie oglądanych bajek, pojawiły się lęki i koszmary nocne. Płacze, domaganie się spania z rodzicami itd. Zakupiłam małą ledową lampkę do kontaktu, żeby nie było zupełnych ciemności. W tym mniej więcej czasie zrobiliśmy remont w ich sypialni. Dostali, od Dziadków, dorosłe łóżka - materace, nakleiliśmy tapetę z dinozaurami, które świecą w ciemnościach (i bronią ich przed koszmarami). Do spania brali całą armię zabawek pluszaków, które też chronią przed niedobrymi snami i do których można się przytulić. Bronią ostateczną była magiczna - zimna, strona poduszki, która odganiała to co złe.

sobota, 12 lipca 2014

Plażowy nadzór

Po 4 dobach spędzonych nad morzem, głownie na doglądaniu własnych dzieci i obserwowaniu okolicznych skupisk rodzinnych, wyłoniło mi się kilka typów osobowości obecnych na trójmiejskich plażach (a zaliczyliśmy i te w Gdańsku, i w Sopocie, a nawet w Gdyni).


1. O Boże, piasek!
Młoda mama, młody tata, na oko 28-30 lat i troszkę ponad roczny Karol. Przybyli wózkiem na plażę. Zaparkowali nad samiutkim morzem. Wózek, w jego cieniu wielki czerwony koc, na kocu biały, dziecięcy kocyk z mikrofibry w brązowe ptaszki. Karol rozebrany do pieluchy, niestety na kocu siedzieć nie chce, pokracznie idzie w stronę wody. Tata - bohater już w kąpielówkach, asekuruje podejście potomka do śladu wody na piasku. Mama z cierpiętniczą miną, patrząc wymownie na tatę, wyciąga z torby rzeczy pod wózek: maliny w plastikowym pojemniku, wodę mineralną, obrane i pokrojone jabłko w woreczku, kubek niekapek i wreszcie krem do opalania - w zasadzie dwa kremy: dla dzieci i dla dorosłych. Biegnie, usiłując złapać wyrywającego się do wody Karola i w końcu udaje się jej nasmarować malca kremem. Niestety okazuje się, że to był krem dla dorosłych.. Cały jad wylewa na tatę, bo jej nie powiedział, wyciąga mokre chusteczki, ściera krem z ciała synka i ponownie smaruje - tym razem już tym właściwym.
W między czasie Karol wyrywa się rodzicom i wbiega do morza do wysokości dużego palca u nogi i... ochlapuje się wodą!!!! Mama porywa latorośl na ręce, biegną z tatą do wózka, przekopują torby i wyciągają chusteczkę, tym razem suchą i wycierają chłopcu oczy. Sadzają go na kocu, mogą w końcu odetchnąć, mama rozbiera się do plażowego bikini. Następuje gorączkowe poszukiwanie kapelusika. Karol sięga ręką i nabiera garść piasku. Następuje okrzyk: "O Boże, piasek!"

niedziela, 1 czerwca 2014

Gumowe uszy

Wcześniej, czy później przychodzi taki moment, że Twoje własne dziecko zaskoczy Cię wiedzą, której na pewno nie zdobyło w domu, czyli od Ciebie.
Czytałam wczoraj na dobranoc chłopcom książkę naukową, a konkretnie rozdział pt."Dlaczego babcia i dziadek mają siwe włosy?" i okazało się, że moi synowie dokładnie wiedzą, gdzie są skronie i mieli podejrzenie, że siwienie ma związek z kończeniem się pigmentów we włosach. Ale jakich pigmentów, skąd pigmentów?


Chwilę wcześniej sięgali do swoich pamięci, sprzed roku, kilku miesięcy: "Mamo, a jak się nazywała ta Pani, która nam kupiła czapki?". No i bądź tu mądry i pisz wiersze! Chwilę mi to zajęło, żeby domyślić się, o którą dokładnie chodziło.


Powyższe sytuacje nieuchronnie dowodzą, że nasze dzieci myślą samodzielnie, analizują, a przede wszystkim obserwują nas i cały otaczający ich świat. Nie można już rozmawiać przy nich o wszystkim, bo na pewno zapytają o niezrozumiałe słowa, wychwycą wszystkie przekleństwa i przypomną, że za każde z nich trzeba wrzucić pieniążek do skarbonki :)
Nasze kłótnie odbiją się na dzieciach, nie ma już wykrętów, że są mali, że nie rozumieją. Nie można już oglądać Sexu w wielkim mieście w ciągu dnia, przy prasowaniu. Bardzo rzadko oglądam "dorosłe" filmy w ciągu dnia, ale gwarantuję Wam, że jak tylko je włączę, chłopcy mają do mnie milion pytań, spraw, byle tylko być w tym samym pomieszczeniu, co telewizor.
Tak samo jest z tabletami i zakazanym połączeniem z internetem. Kacper i Kajtek wiedzą, że nie wolno im włączać WiFi, a mimo to od czasu do czasu łamią ten zakaz. Swoją drogą, to nikt im nie pokazywał, jak to zrobić, a ja spędziłam 45 minut na nauce obsługi tego cholerstwa.
A parę dni temu Kajtek zapytał mnie, czy to co piję to wódka. Wódki od ostatniej klasy liceum nie biorę do ust (na samo wspomnienie tej imprezy robi mi się słabo), M. nie pijący z definicji, więc skąd to pytanie i w ogóle, jak wódka, do cholery?! Kacper szybko rozwiał moje wątpliwości informując mnie, że w majowy weekend Tata Piotrka zatruł się wódką, ale na szczęście nie umarł :)

środa, 2 kwietnia 2014

Bunt na pokładzie

W ciąży zawsze żartowałam, że dzieci oprócz tego, że mają urodzić się zdrowe (w co wierzyłam bez zastrzeżeń, bezgranicznie, całą sobą, mimo wielu obaw) miały reagować na polecenia.
Kacper i Kajtek z reguły słuchają tego, co się do nich mówi i robią to, o co się ich poprosi. Nie jest to jednak wynikiem koncertu życzeń, ale naszej pracy z nimi i nad nimi, zwłaszcza przy dopasowanych do wieku buntów.
Poza tym należy pamiętać o nie wymaganiu rzeczy niemożliwych, bo to napewno spowoduje, że usłyszymy "NIE!" i to w podwójnym wydaniu.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: chłopcy się bawią w pokoju, układają klocki - czytaj klocki są rozwalone po całym pokoju (i oby tylko tam). Wieczorem, żeby nie wiem jak dokładnie posprzątać, napewno na któregoś staniesz. A ty komunikujesz: "Proszę posprzątać pokój, zaraz będzie kolacja". Reakcja? W najlepszym razie "nie!", albo prośba: "jeszcze chwilę się pobawmy". Prośba jest tylko z pozoru niewinna, bo gdy raz na nią przystaniemy, da to sygnał, że tak można. Skoro przychyliliśmy się do jednej, to czemu nie do drugiej, dziesiątej itd. Powtarzamy więc prośbę i tu następuje wymiennie: wrzask, płacz, groźby zmiany rodziców, wyprowadzka z domu i takie tam normalne rzeczy. Jeżeli oznaczasz się świętą cierpliwością próbujesz jeszcze jakoś zareagować, ale przypominam, że jest wieczór, wizja przed Tobą: kolacja, kąpiel, spanie, ŚWIĘTY SPOKÓJ. Finał - wrzask i kłótnie.

czwartek, 20 lutego 2014

Dać przykład..

Ile razy można powtarzać to samo? Kiedy w końcu dzieci zrobią to, co się do nich mówi??
Pewnie nigdy..
Rozmawiać trzeba, tłumaczyć, słuchać, pytać. Do tego niestety potrzeba świętej cierpliwości. Ja cierpliwa jestem, ale w końcu wybucham! Zazwyczaj wrzeszczę. Wrzeszczę, żeby przestali wrzeszczeć!
Błędne koło.


Oglądnęłam dziś to: http://kafeteria.tv/Jaki-przyklad-dajesz-dziecku-Ta-kampania-zmieni-Ci-rAlCrTMurbT
Kiedyś bardzo poruszyła mnie inna, pt. "Słowa ranią całe życie": http://blokreklamowy.blogspot.com/2012/06/spij-ty-gnoju-spij-debilu.html
Wniosek - gadać można i trzeba, ale dzieci uczą się najwięcej przez naśladowanie dorosłych, najbliższych.

Ale powtarzają nie tylko te złe rzeczy. Te dobre również.
Chłopcy jedzą przy stole, razem z nami. Uwielbiają książki. Mówią "kocham Cię". Lubią muzea. Garną się do piłki nożnej. Chcą uczyć się obcych języków. Mają "jobla" na punkcie gier elektronicznych. Przy każdej okazji śpiewają. Organizują "piżamowe dni". Ich pasją jest pływanie. Od przyszłego roku może narty też będą.
Mam nadzieję, że to dzięki naśladownictwu.
A to co złe zmieni się, jak tylko uda nam się popracować nad sobą.
http://www.kampaniespoleczne.pl/kampanie,3108,dzieci_nasladuja_doroslych_we_wszystkim

piątek, 31 stycznia 2014

Bunt 5-latka

Miałam nadzieję, że po buncie 2 i 3 -latka kolejne zostaną nam oszczędzone. Jednakże nic bardziej mylnego. Apogeum wspomnianego "buntu starszaka" przechodzi Kajtek, a Kacper dzielnie mu wtóruje, zwłaszcza w domu.
Okazuje się, że 5-latki to już szczwane bestie i tak łatwo może nam nie pójść, co przyprawiło mnie o ścisk żołądka, gdyż poprzednie bunty wymagały bardzo dużych nakładów pracy, a przede wszystkim czasu.

"Dziecko musi wiedzieć, że postępuje źle i dlaczego jego zachowanie nie jest właściwe. Uwzględniając ten wymóg, wybranie opcji: „Nie zwracaj uwagi” nie będzie dobrym rozwiązaniem i dotyczy to zarówno przeklinania czterolatka, jak i ostrego, rozkazującego tonu z ust trzyletniego smyka. To, że jako dorośli ludzie doskonale rozumiemy, że takie czy inne zachowania wynikają z pewnego etapu rozwoju, nie znaczy, że nie mamy na nie reagować – właśnie nasze tłumaczenia i konsekwencje powodują, że etap będzie tylko etapem, a nie… charakterem.

Żelazną zasadą wychowania jest konsekwencja. Choć dla niektórych może zabrzmieć to srogo, nie musi tak być. Spokojne słowa: „nie podoba mi się to, co robisz/mówisz - jeśli będziesz dalej tak robił, za karę nie obejrzysz bajki” powtarzane za każdym razem pomogą osiągnąć efekt znacznie szybciej, niż system, w którym raz mama czy tata krzyczy, a innego dnia zaczyna się śmiać. (...)
Okres, kiedy rodzice przestają być najważniejsi, nie należy do przyjemnych, stąd też wzmożona złość mamy i taty na zachowania pięciolatka. Dodatkowo, kiedy dziecko się buntuje, a jedynym słowem, które wydaje się padać z jego ust, jest pełne gniewu „nie!”, rodzice mogą czuć się poirytowani. Pamiętajmy jednak, że choć wygląda to podobnie, bunt dwulatka i pięciolatka to nie to samo – starsza pociecha jest już pewniejsza tego, czego chce, nie mówi tylko na przekór rodzicom, jak robi to młodszy brzdąc. Nasze reakcje muszą być zatem inne – pięciolatek ma prawo do swojego zdania, jednak nie może krzyczeć na rodziców – i to za każdym razem powinien usłyszeć.

wtorek, 12 listopada 2013

Kac moralny po "spie..j"!

Pamiętam jak dziś, gdy siedząc w kuchni swojej Mamy przyszła do nas moja bratanica i oświadczyła:
"Tata i Mama mówią k...a mać. Nie wolno mówić k...a mać!". Wtedy całą swoją siłą woli zmusiłam się, żeby nie parsknąć śmiechem i w życiu nie przypuszczałam , że już niedługo staniemy przed podobnym problemem.

Każdy, kto przebywał w naszym towarzystwie dłużej niż parę minut wie, że "łacina" jest obecna w naszym życiu, choć staram się, w odróżnieniu od M. nie traktować jej jako przecinek.
Odkąd dzieci są "rozumne" zwracamy uwagę na to, co mówimy, szczególnie za kierownicą. Kajtuś wykrzyczał kiedyś z tylnego siedzenia "Jedźże babo!" w kierunku cielącego się przed nami samochodu. Oczywiście tego typu dyskryminacja spotkała się z moją natychmiastową reakcją, chociaż muszę przyznać, że dotyczyła użytego tu rodzaju żeńskiego do określenia miernych umiejętności kierowcy niż rzeczonej "baby".

Zdarzyło mi się również usłyszeć kilka "kurew" od własnych dzieci, ale wytłumaczyliśmy im, że są to słowa nieładne, których dzieci nie powinny mówić/powtarzać. Dodałam również, że dorosłym/Rodzicom czasem się "wymsknie", ale ilekroć tak właśnie było przepraszaliśmy ich za to.
Przy okazji przewertowałam poradniki w poszukiwaniu metod radzenia sobie z przeklinaniem u dzieci.

wtorek, 5 listopada 2013

Warsztaty muzealne



"W całym swoim życiu byłem raz w Muzeum Narodowym, a przez te warsztaty jestem tu co miesiąc!" podsumował M. w minioną niedzielę, gdy po raz kolejny uczestniczyliśmy w warsztatach malarskich dla dzieci pt. "Paleta debiutanta" organizowanych w oddziałach Muzeum Narodowego w Krakowie, tu konkretnie w Sukiennicach.

Zajęcia przeznaczone są dla grupy wiekowej 3-5 lat i pozwalają na zapoznanie się z podstawowymi technikami malarskimi (malowanie chrupkami, orzechami, czy stopą), mieszaniem kolorów (zawsze ma być niebieski), wykorzystywaniem rzeczy codziennego użytku do tworzenia sztuki (pianka do golenia, folia aluminiowa, jabłko), rozpoznawaniem gatunków zwierząt na obrazach największych mistrzów (owce u Chełmońskiego, hart u Ajdukiewicza, czy tygrys u Siemiradzkiego, o koniach Michałowskiego nie wspominając).

Odpowiadają również na niewygodne pytania stawiane przez dzieci: dlaczego Malarczyk J. Malczewskiego nie jest gajowym i nie ma broni? dlaczego pies pasterski na obrazie pt. Owczarek pilnuje bawołów? jak to się dzieje, że konie z Czwórki biegną ciągle w naszą stronę? czy Helena Modrzejewska była księżniczką?


Do tego wymyślane przez panią Grażynkę bajki, muzyka poważna będąca tłem dla szału twórczego dzieci. Najbardziej rozbrajająca jest informacja, że na warsztatach dzieci będą się brudzić (rodzice również), więc niezbędny jest strój na zmianę :)


Dla nas osobiście to również możliwość comiesięcznego odwiedzenia "pana Kopciuszki" na ulubionym obrazie chłopców Kościuszko pod Racławicami pędzla mistrza Matejki.
Polecam!!!!










sobota, 7 września 2013

System motywacyjny

Ostatnio bardzo dużo mówi się, że w stosunku do dzieci lepiej sprawdza się tzw. "system motywacyjny" niż dotychczas obowiązujący kar i nagród.
Osobiście uważam, że bez kar (u nas np. zakaz grania - "kara najwyższa" za bijatykę) się nie da, ale zaczęłam stosować przede wszystkim nagrody za dobre zachowanie. Oprócz super nagród typu wyjście do cyrku, kina są gratyfikacje codzienne w postaci tatuaży.

Kiedyś stosowaliśmy tablicę ze słoneczkami (Kacper) i serduszkami (Kajtek), ale opierała się o nagrody i kary. Za dobre zachowanie dodawaliśmy punkty, a za złe je skreślaliśmy.  Za uzbieranych 5 punktów chłopcy kupowali sobie lizaka lub czekoladkę, a za dziesięć - resorówkę lub plastelinę.
Tatuaże są super, bo większość z nich nie zmywa sie od razu, więc dziecko z dumą obnosi je na rękach, nogach.

Ostatnio dostaliśmy tatuaże malowane, które wprawdzie zmywają się natychmiast po zetknięciu z wodą, ale za to pozwalają na aktywne uczestnictwo dzieci w ich tworzeniu, gdyż same je kolorują przed odciśnięciem na skórze.
Nagradzamy przede wszystkim "grzeczność" w przedszkolu, ostatnio - posprzątanie w pokoju, czy "suche noce" u Kajtka.

piątek, 30 sierpnia 2013

Odpieluchowanie

Najbardziej wyczekiwaną chwilą rodziców bliźniaków (poza pójściem do przedszkola) jest chwila, gdy dzieci w końcu przestaną używać pieluch. Nie próbowałam nigdy policzyć, ile pieluch zużywają dzieci, ale liczba ta jest na pewno imponująca, nie wspominając już o kosztach.

Decyzję o odpieluchowaniu podjęliśmy w lecie, gdy chłopcy mieli skończone 2 latka. Wytłumaczyliśmy im co i jak, że teraz będą korzystać z nocników i na łonie natury ściągnęliśmy im pieluszki obserwując ich zachowanie.

Z kupą poszło sprawnie, przynajmniej u Kacpra, bo zamiar był na tyle czytelnie sygnalizowany, że zdążaliśmy do nocnika. Niestety opróżnianie go przerosło moje możliwości, więc czym prędzej "przerzuciliśmy się" na kibelek. I był to strzał w dziesiątkę. Po paru dniach kupa za każdym razem lądowała w toalecie. Z sikaniem było różnie, ale Kacper biegał najpierw z gołą pupą i sikanie go fascynowało, a potem w samych majtusiach i w końcu zaskoczył. Wołał pięknie i raczej obywało się bez wpadek.
Do spania miał zakładaną pieluchę i tak pozostało do dziś.. Mimo, że już 2 lata w ciągu dnia obywa się bez pieluszki, w nocy nie potrafi się kontrolować.

W przyszłym tygodniu podejmiemy działania, aby tą sytuację zmienić. Po pierwsze założymy pod materac podkład/ceratę, żeby ochronić materac. Zdejmiemy pieluchomajtki, ograniczymy ilość płynów wypijanych na 2 godziny przed snem do "łyka" po kolacji. Będziemy stosować metodę tzw. alarmów nocnych, która polega na obudzeniu dziecka i pójściu z nim do toalety co najmniej dwa razy w nocy.
Zaczniemy od tego, nie od badań, gdyż zalecane są po 5 roku życia, a poza tym mocz chłopcy mają regularnie, co rok, badany i nie ma żadnych nieprawidłowości.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

1 września

Ta data budzi grozę wśród rodziców dzieci, które pierwszy raz idą do przedszkola, zerówki, czy szkoły (Ci, dla których nie jest to nowość - czują ulgę :).
Co do obowiązkowej edukacji publicznej, czyt. szkoła, nie wypowiadam się na razie, bo nie wiem, ale w przedszkolach mam doświadczenie, gdyż "zaliczyliśmy" już dwa!
Od czego zacząć? Od przeliczenia kasy i decyzji, czy przedszkole ma być prywatne, czy publiczne? Procedury zapisu dzieci do placówek publicznych są powszechnie znane (strony MENu), a o tych prywatnych trzeba dowiedzieć się jak najwięcej się da. Przekopujemy internet, idziemy na "dni otwarte".
No i kluczowa decyzja, czy bliźniaki będą w jednej grupie?
Istnieją teorie, które mówią, że dla dobra wykształcenia indywidualizmu jednostki bliźniaki należy rozdzielić, gdyż zawsze postrzegane będą jako całość. Osobiście uważam, że wystarczy zwrócić uwagę wychowawcom na ten fakt i można się ustrzec tego typu "zaszufladkowania".

Jak już zdecydowaliśmy, gdzie nasze dzieci będą przebywać przez najbliższe 3 lata, trzeba zająć się przygotowaniem ich na ten podniosły moment.
Uważam, że strach rodziców, nawet ten niewypowiedziany, przenosi się na dzieci. Musimy być przekonani, że przedszkole to fajna sprawa, że dzieci będą się w nim dobrze bawić, uczyć, wchodzić w interakcje z rówieśnikami.
Jeżeli dzieci przebywają z nami 24 h na dobę i nagle chcemy je zostawić w przedszkolu, raczej nie obędzie się bez płaczu. Stopniowo, już w styczniu, trzeba odcinać pępowinę. Uczyć samodzielności (założenie spodni, bucików), jedzenia, mycia ząbków, odpieluchować (chociaż w niektórych przedszkolach nie jest to warunek konieczny). Im więcej będą umiały, tym łatwiej im będzie. Nie możemy liczyć, że w przedszkolu zrobi to ktoś za nas.
Nie rzucajmy dzieci od razu na "głęboką wodę", niech te pierwsze dni w przedszkolu trwają 3-4 godziny, a nie od razu cały dzień.


poniedziałek, 6 maja 2013

Święta cierpliwość

Są takie dni, kiedy masz wrażenie, że cały świat chce sprawdzić granice Twojej wytrzymałości. Dzień, który zaczyna się 4-godzinnym prasowaniem nie może należeć do udanych.
Ledwo odebrałam chłopców z przedszkola, już od Kacpra dowiedziałam się, że on chce zostać w przedszkolu, nie lubi domu i naszej rodziny i wogóle to on będzie wrzeszczał całą drogę do domu. Jak powiedział tak zrobił, ale tu M. go jakoś udobruchał obiecując poszukiwanie dmuchawców - oczywiście mlecze ledwo się rozwinęły, ale ważne, że podziałało.
Rozbieranie z tenisówek, mycie rąk, o dziwo poszło sprawnie. Problem zaczął się przy obiedzie.
Dziś były szaszłyki w wersji de lux, czyli mięsne kulki, makaron łosie i kiszony ogórek dla Kajtka oraz marchewka z jabłkiem dla Kacpra.
Chłopcy sami nabijają sobie makaron i mięsne kulki na patyczki, co zazwyczaj odbywa się to w kuchni. Na zaproszenie do szaszłyków zareagował jednak tylko Kacper, Kajtek stwierdził, że nie będzie ich robił, więc ustaliliśmy, że zrobię mu je ja.
Jak tylko podałam mu obiad wpadł w histerię, że on sam chciał nabijać, więc ściągnął wszystko z patyczków i chciał iść do kuchni, żeby je zrobić. Ja jednak miałam całą kuchnię zawaloną przygotowaniem obiadu dla nas, więc odesłałam go do stołu, co wywołało histerię.
Nie wytrzymałam, święty by nie wytrzymał i rozdarłam paszczaka ile miałam sił w płucach, czego skutkiem był jeszcze większy płacz......
Niby znam teorię, ale to jeden z tych dni, gdy trzeba przyznać się do porażki.
















wtorek, 23 kwietnia 2013

Wspomnienia z dzieciństwa

Od jakiego czasu chłopcy są zafascynowaniu dziećmi, niemowlętami, laleczkami. Świętem, przygodą i wielkim przeżyciem była ostatnia wizyta w przedszkolu, gdzie Mama jednego z ich kolegów przyszła z 3-4 tygodniową córeczką i dała im ją na chwilkę potrzymać!!!!



Godzinami przeglądają swoje zdjęcia bezbłednie rozpoznając, kto jest kim (jak!?!?!). Oglądają też filmiki z okresu niemowlęctwa, ale bardzo nie lubią tych, na których płaczą.



To przypomniało mi o kamerze, o kręceniu filmów.. Warto i serdecznie polecam.


P.S.
Kacper: Mamo, czy jak byłiśmy mali to płakaliśmy?
Ja: Tak Kacperku, Ty płakałeś i Kajtuś płakał.
Kacper: Acha.
I za moment do brata: Kajtek, wiesz? Pogadałem z Mamą o naszym dzieciństwie!

wtorek, 19 lutego 2013

Nie chcę, nie będę, wyprowadzam się!

No to po buncie dwu-, trzylatków mamy w pełnej krasie, w wersji double (czyt. twix), bunt czterolatków!
Każdy rodzic przez to przechodził, każdy sobie jakoś z tym poradził, nasi rodzice też i o co tyle krzyku?! Podobno do czwartego roku życia dzieci czują, a nie myślą, w związku z tym jakikolwiek proces wychowawczy nie ma sensu, z czym osobiście się nie zgadzam. Próbuję wytyczyć granice, wtłoczyć zasady wyzbywając się jakiejkolwiek siły (prawie się udaje) i wrzasków (z tym idzie gorzej). Czasem mam wrażenie, że tylko krzyk przynosi rezultaty, ale ta metoda ma swoją ciemną stronę - dzieci też zaczynają krzyczeć na siebie i na nas. A tu już ciężko wytłumaczyć, że nam wolno, a dzieciom - nie!
Dziś wysłuchałam rozmowy mojej ulubionej pary dziennikarzy: Welman/Prokop z psycholog dziecięcą na ten temat i w zasadzie teoria mi się podoba.
1. Ustalić, które zasady są dla nas najważniejsze i skupić się na początek tylko na nich. Nie da się zrobić tak, żeby dzieci słuchały nas we wszystkim, od rana do wieczora. Poza tym nic innego nie będziemy robić tylko powtarzać: nie rób, nie wolno, zostaw.