środa, 20 czerwca 2018

Maciejowa

To był krótki wypad niedaleko. Trochę się poruszaliśmy, trochę pospacerowaliśmy. Było bardzo urokliwie, średnio męcząco.
Do Rabki udało nam się dojechać bez korków na Zakopiance. Zaparkowaliśmy na dole parku, tuż pod czołgami, co okazało się być dobrym pomysłem, bo potem łatwiej było nam odnaleźć samochód :)

Z parku niby są drogowskazy, ale nie do końca jasne. Przespacerowaliśmy się po Rabce wychodząc pod dość strome asfaltowe podejście niedaleko domu miejscowego rzeźbiarza, który pokazał, gdzie iść, a także ostrzegł przed żmijami, którą to przestrogę powtarzała każda mijana przez nas "miejscowa" osoba.


Żmii wprawdzie nie spotkaliśmy, ale węża i kozy owszem. Podejście do schroniska było niezbyt długie, ale miejscami męczące, choć mijani rowerzyści skutecznie dopingowali nas do jeszcze odrobiny wysiłku.


U celu tradycyjna schroniskowa zupka, piękne widoki i powrót, tym razem już całym szlakiem, który kończył się w parku. Park jest odnowiony, ogromny, ma mnóstwo placów zabaw, przyrządów do ćwiczeń na świeżym powietrzu i sam w sobie jest niezłą atrakcją.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Na Kudłoń

Niedziela wolna od handlu spowodowała, że w Krakowie był dziki tłum ludzi. Tak samo zresztą w Dolinie Chochołowskiej. Postanowiliśmy więc pojechać poszukać krokusów w Gorcach i nie zawiedliśmy się!



Było cudnie, pięknie. Przez pierwsze 3 godziny trasy jedyna żywa istotą napotkaną przez nas była łasica i milion kopulujących żab..



Nie byliśmy wprawdzie przygotowani na brodzenie w śniegu po kolana, ale zew przygody, niebezpieczeństwa spowodowały oprócz chwilowej kłótni i kary boskiej dla M. w postaci upadku na szlaku, że ta wycieczka długo jeszcze pozostanie w naszych wspomnieniach. I te DYWANY krokusów!!!!!




Szczegółowy opis wycieczki: https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/kudlon/


sobota, 7 kwietnia 2018

Grubą być

Dziś znów jakiś uczynny pan ustąpił mi miejsca w tramwaju.. Myślę, że nie ma co obwiniać za to wiek, a raczej brzuszysko. 9 lat to z pewnością czas, w którym powinno już "się wchłonąć" po ciąży. Nawet bliźniaczej.
Moja reakcja? "Dzięki Bogu, nie muszę stać przez te 16 przystanków"... A potem przyszła inna refleksja. Patrzę na odbicie w szybie, widzę podpuchnięte oczy, ziemisty odcień skóry, lekko rozmazany eyeliner, odrost z 3 siwymi włosami, niewymalowane paznokcie, uwalone buty... i cholera, nie jest fajnie.
I co? Znów wielka mobilizacja? Solenna obietnica, że tym razem wezmę się za siebie, że chłopcy są już duzi i że już najwyższy czas zrobić coś dla siebie, zadbać, pomalować, wyczyścić, znaleźć kasę na fryzjera, że 40-stka, to nie koniec świata, że teraz jest ten czas - mój czas. W końcu liczy się wnętrze, grunt to dobre nastawienie, bla, bla, bla.
Potem dochodzi mój ulubiony cytat z AK "Przyjrzałam się sobie okiem krytycznym i doszłam do wniosku że mam ciało bogini. Wielkiej Bogini Matki wprawdzie, ale zawsze."
Następnie przypominam sobie, że jak mi się wczoraj chciało, uczesałam się, ubrałam to usłyszałam: "Ale Ty pięknie wyglądasz, tak wiosennie", czyli może nie jest aż tak źle...


A wtedy, gdzieś z tyłu głowy, przychodzi myśl: a po cholerę, a jakie to ma znaczenie? A jak się komuś nie podoba, to niech spada. A co to zmieni? M.nagle zacznie pamiętać o Twoich urodzinach? Modelką zostaniesz? Zdrowie? - każdy musi na coś umrzeć.. Że zakupy będą fajniejsze? I tak nie ma kasy.