Wybraliśmy się niedawno do kina na najnowszą produkcję Disneya pt. Mój przyjaciel smok. Pora niepopularna, kino mało oblegane sprawiły, że na sali byliśmy tylko my. I było cudnie!
Źródło: www.filmweb.pl
Zaczyna się trochę jak współczesny Tarzan lub Księga Dżungli. Jadąc przez las rodzina ma wypadek, w którym giną rodzice, a mały chłopiec trafia sam do puszczy, w której wychowuje go.. futrzany smok.
Potem jest już tylko lepiej, pięknie, wzruszająco. Film jest sklasyfikowany jako 6+ i ten przedział wiekowy odpowiada w 100%. Nie ma momentów, które przerażają, jest za to ciepło, rodzinna atmosfera i...magia.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że smok mimo iż jest wielki, potrafi stać się niewidzialny, wścieka się i zionie ogniem ma np. problem ze wzbiciem się w powietrze (zwłaszcza po dużej dawce środków usypiających), czy z precyzyjnym lądowaniem (już bez prochów).
Wisienką na torcie, oczywiście dla Mam, jest grający w filmie dziadka Robert Redford.
Polecam ten film jako piękną, rodzinną rozrywkę.
Bliźniaki, ale super!!!! Super? No to zapraszamy do nas. Nikt nie wytrzymuje dłużej niż dwie godziny. Bywa fajnie, ale generalnie jest... Ten blog jest o naszych doświadczeniach, problemach i sposobach ich rozwiązywania, o codzienności z bliźniakami.
niedziela, 28 sierpnia 2016
Opowieści kota z szuflady
Któregoś dnia w szkole Słodziaków odbyło się spotkanie autorskie z panią Magdaleną Celuch. Jej książka pt. Opowieści kota z szuflady była naszą pierwszą książką czytaną po Harrym.
Źródło: www.lubimyczytac.pl
Patrząc na super pozytywne recenzje oraz opnie na jej temat zastanawiam się skąd one się wzięły?
Mnie ta książka po prostu zmęczyła. Nie mogłam się doczekać, aż się skończy.
Pomysł jest niezły. Podczas wizyt u dziadków dziewczynka wchodzi na strych, gdzie znajduje kota-ducha, z którym zaczyna rozmawiać o swoich uczuciach, lękach i otaczającym świecie.
Niektóre z tych opowieści są naprawdę sympatyczne, proste i miłe, mimo, że opowiadają o przemijaniu, o niezwykłych chwilach w życiu. Dość fajna jest też zagadka kociego imienia.
Niestety im dalej w las, tym gorzej. Opowieści zaczynają się robić skomplikowane, przepełnione psychologicznym bełkotem. Proste, łatwe do odbioru przez dzieci zdania, zastępują tasiemce, które trzeba czytać parokrotnie, żeby dotrzeć do sedna.
Porównanie życia do jazdy tramwajem dość zgrabne i ciekawie zaskakujące. Dzieciom się podoba, zwłaszcza, że to właśnie ten fragment jest czytany na spotkaniach autorskich. Ale już porównanie tego samego życia do torebki cukierków, jest tylko kiepskim naśladownictwem Forresta Gumpa.
Poza tym książka jest wydana niechlujnie i na co drugiej stronie można znaleźć literówki, co drażni w odbiorze.
Szkoda czasu.
Źródło: www.lubimyczytac.pl
Patrząc na super pozytywne recenzje oraz opnie na jej temat zastanawiam się skąd one się wzięły?
Mnie ta książka po prostu zmęczyła. Nie mogłam się doczekać, aż się skończy.
Pomysł jest niezły. Podczas wizyt u dziadków dziewczynka wchodzi na strych, gdzie znajduje kota-ducha, z którym zaczyna rozmawiać o swoich uczuciach, lękach i otaczającym świecie.
Niektóre z tych opowieści są naprawdę sympatyczne, proste i miłe, mimo, że opowiadają o przemijaniu, o niezwykłych chwilach w życiu. Dość fajna jest też zagadka kociego imienia.
Niestety im dalej w las, tym gorzej. Opowieści zaczynają się robić skomplikowane, przepełnione psychologicznym bełkotem. Proste, łatwe do odbioru przez dzieci zdania, zastępują tasiemce, które trzeba czytać parokrotnie, żeby dotrzeć do sedna.
Porównanie życia do jazdy tramwajem dość zgrabne i ciekawie zaskakujące. Dzieciom się podoba, zwłaszcza, że to właśnie ten fragment jest czytany na spotkaniach autorskich. Ale już porównanie tego samego życia do torebki cukierków, jest tylko kiepskim naśladownictwem Forresta Gumpa.
Poza tym książka jest wydana niechlujnie i na co drugiej stronie można znaleźć literówki, co drażni w odbiorze.
Szkoda czasu.
środa, 24 sierpnia 2016
Szkolna wyprawka
Wybrałam się dziś do marketu i.... oniemiałam. Wojna idzie? Kryzys gospodarczy? Rząd, jak w Niemczech, kazał zapasy robić? Ludzie, co się dzieje?! Papier wyprzedają, długopisy podrożeją??
Ja rozumiem, że 1 września, że szkoła, że 500+, że rodziny wielodzietne, ale wszyscy?!
Co drugi koszyk z zakupami zawalony po brzegi artykułami papierniczymi, farbami, bibułami, zeszytami, blokami, teczkami i Bóg wie jeszcze czym w ilościach hurtowych.
Nie rozumiem. Za tydzień nie będzie w sklepach niczego? W listopadzie, jak się skończy kupionych dziś 20 papierowych teczek, nie da się kupić jeszcze jednej? Może to jakieś bony na wyprawkę szkolną? Ale wszyscy dostali?
Ale z drugiej strony, to chyba zjawisko dobrze świadczy o naszym sektorze budowlanym, bo w końcu mamy w domach miejsce na magazynowanie stosów materiałów biurowych i to się chwali. Idzie ku lepszemu!
Może bez sensu się czepiam, niech sobie każdy robi co chce.
Został nam tydzień wakacji. Słodziaki smarkające po pas. Szkoda cokolwiek planować, bo zaraz się okaże, że jednak się rozłożą. Na razie wdrażam program wzmacniamy odporność!
W skład programu wchodzą:
1. dużo ruchu na świeżym powietrzu z plecakiem zaopatrzonym w tony chusteczek higienicznych i napojów (dziś rolki w parku Jordana - swoją drogą to jakaś nagroda należy się pomysłodawcom oznakowania miejsc parkingowych wzdłuż Błoń)
2. syrop z cebuli
3. tony warzyw i owoców do każdego posiłku
4. kiszonki: barszcz czerwony na zakwasie z buraków, surówka z kiszonej kapusty, kiszone ogórki do każdej kanapki, żur na zakwasie
5. kasza z natką pietruszki i czosnkiem pod każdą postacią
6. jogurty
7. woda morska do płukania nosa
Mam nadzieję, że jednak nam się uda i wtedy będę mogła spokojnie mieć coroczne zapalenie gardła i węzłów chłonnych :)
Ja rozumiem, że 1 września, że szkoła, że 500+, że rodziny wielodzietne, ale wszyscy?!
Co drugi koszyk z zakupami zawalony po brzegi artykułami papierniczymi, farbami, bibułami, zeszytami, blokami, teczkami i Bóg wie jeszcze czym w ilościach hurtowych.
Nie rozumiem. Za tydzień nie będzie w sklepach niczego? W listopadzie, jak się skończy kupionych dziś 20 papierowych teczek, nie da się kupić jeszcze jednej? Może to jakieś bony na wyprawkę szkolną? Ale wszyscy dostali?
Ale z drugiej strony, to chyba zjawisko dobrze świadczy o naszym sektorze budowlanym, bo w końcu mamy w domach miejsce na magazynowanie stosów materiałów biurowych i to się chwali. Idzie ku lepszemu!
Może bez sensu się czepiam, niech sobie każdy robi co chce.
Został nam tydzień wakacji. Słodziaki smarkające po pas. Szkoda cokolwiek planować, bo zaraz się okaże, że jednak się rozłożą. Na razie wdrażam program wzmacniamy odporność!
W skład programu wchodzą:
1. dużo ruchu na świeżym powietrzu z plecakiem zaopatrzonym w tony chusteczek higienicznych i napojów (dziś rolki w parku Jordana - swoją drogą to jakaś nagroda należy się pomysłodawcom oznakowania miejsc parkingowych wzdłuż Błoń)
2. syrop z cebuli
3. tony warzyw i owoców do każdego posiłku
4. kiszonki: barszcz czerwony na zakwasie z buraków, surówka z kiszonej kapusty, kiszone ogórki do każdej kanapki, żur na zakwasie
5. kasza z natką pietruszki i czosnkiem pod każdą postacią
6. jogurty
7. woda morska do płukania nosa
Mam nadzieję, że jednak nam się uda i wtedy będę mogła spokojnie mieć coroczne zapalenie gardła i węzłów chłonnych :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



