sobota, 7 kwietnia 2018

Grubą być

Dziś znów jakiś uczynny pan ustąpił mi miejsca w tramwaju.. Myślę, że nie ma co obwiniać za to wiek, a raczej brzuszysko. 9 lat to z pewnością czas, w którym powinno już "się wchłonąć" po ciąży. Nawet bliźniaczej.
Moja reakcja? "Dzięki Bogu, nie muszę stać przez te 16 przystanków"... A potem przyszła inna refleksja. Patrzę na odbicie w szybie, widzę podpuchnięte oczy, ziemisty odcień skóry, lekko rozmazany eyeliner, odrost z 3 siwymi włosami, niewymalowane paznokcie, uwalone buty... i cholera, nie jest fajnie.
I co? Znów wielka mobilizacja? Solenna obietnica, że tym razem wezmę się za siebie, że chłopcy są już duzi i że już najwyższy czas zrobić coś dla siebie, zadbać, pomalować, wyczyścić, znaleźć kasę na fryzjera, że 40-stka, to nie koniec świata, że teraz jest ten czas - mój czas. W końcu liczy się wnętrze, grunt to dobre nastawienie, bla, bla, bla.
Potem dochodzi mój ulubiony cytat z AK "Przyjrzałam się sobie okiem krytycznym i doszłam do wniosku że mam ciało bogini. Wielkiej Bogini Matki wprawdzie, ale zawsze."
Następnie przypominam sobie, że jak mi się wczoraj chciało, uczesałam się, ubrałam to usłyszałam: "Ale Ty pięknie wyglądasz, tak wiosennie", czyli może nie jest aż tak źle...


A wtedy, gdzieś z tyłu głowy, przychodzi myśl: a po cholerę, a jakie to ma znaczenie? A jak się komuś nie podoba, to niech spada. A co to zmieni? M.nagle zacznie pamiętać o Twoich urodzinach? Modelką zostaniesz? Zdrowie? - każdy musi na coś umrzeć.. Że zakupy będą fajniejsze? I tak nie ma kasy.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Wielkanoc 2018

Lubię Wielkanoc. Najbardziej wtedy, gdy jest ciepło i słonecznie, wiosennie. W tym roku tak nie było. Pogoda była wstrętna i nawet "na krokusy" na Placu Centralnym nie poszliśmy, bo było tak wstrętnie.


Ale ceramiczne ozdoby wielkanocne wykonane (z marchewką na grzbiecie zajączka), pisanki pomalowane.


Ale udało mi się zrobić nową sałatkę, a święcenie pokarmów mieliśmy z tym roku indywidualne, z prywatnym błogosławieństwem. W drodze do domu wszystko oprócz jajek i soli zostało pożarte, choć jajka obroniłam cudem!




Odwiedziliśmy Dziadków, objedliśmy się po uszy, a we wtorek, dzięki cudownie ciepłemu słoneczku popędziliśmy na Rękawkę!



A jutro znów do szkoły, za którą już się stęskniliśmy.



czwartek, 15 marca 2018

Rekolekcje

Siadamy do kolacji. Wszyscy.
Kaj: Mamo, opowiedz mi o Jezusie..
No dobrze, że akuratnie nie miałam niczego w ustach, bo mogło być różnie. Ostatnio żaden temat mnie nie dziwi, a po tym jak musiałam dzieciom tłumaczyć odrzucenie przez Cerkiew Prawosławną dogmatu o nieomylności Papieża, niewiele mnie zaskoczy (choć tu mnie zatkało). Ustaliliśmy więc, o który wątek życia Jezusa chodzi i okazało się, że o ostatni.


Zaczęłam więc od tego, dlaczego Żydzi nie lubili Jezusa, kim byli faryzeusze, dlaczego Piłat miał związane ręce i je potem umył. Przeszliśmy przez Judasza, kręgi piekielne Dantego oraz Barabasza. Tu Kaj wyraził obawę, że uwolnienie Barabasza było nie najlepszym pomysłem, gdyż jak wrócił do swego procederu, to niewielu już Żydów zostało. Omówiliśmy Wieczernik i jego symbolikę we współczesnej Mszy Świętej, Ogrojec i zaparcie Piotra. Tu poszła dygresja do Quo Vadis, bo Słodziaki czytały ostatnio biografię Sienkiewicza, więc szkoda byłoby nie wykorzystać takiej okazji.
Omawiając szczegóły Męki Pańskiej (Kacper: nie Mamo, płaszcz był purpurowy, nie czerwony) dobrnęliśmy do Marii przy Grobie (tu niestety wyszła luka w mojej edukacji), niewiernego Tomasza, Wniebowstąpienia i misji apostolskiej po zesłaniu Ducha Świętego.
Kolacja zakończyła się w okolicach sienkiewiczowskiego Nobla, ale nikt nie odchodził od stołu, gdyż podobno świetnie opowiadam - cytat z M.