poniedziałek, 15 czerwca 2015

Żydowski cmentarz

I znów wyprawa do trochę kontrowersyjnego dla dzieci miejsca. Cmentarz i to jeszcze żydowski.








Po pierwsze cmentarz jest już dawno nieczynny i nie pełni funkcji rytualnych. Nie obowiązują zasady nakrywania głowy oraz poczucie świętości miejsca. I chociaż to wyrażenie nie jest najszczęśliwsze dokładnie oddaje to, co mam na myśli.





Moje słodziaki biegające po ścieżkach w poszukiwaniu różnych symboli umieszczonych na nagrobkach nie ranią niczyich uczuć i nie budzą powszechnego zgorszenia.






Szukali więc ściętych po skosie pni drzew, rąk ułożonych w geście błogosławieństwa Aarona, dzbanów lewitów oraz różnego rodzaju hełmów i kasków,a także węża Eskulapa. Udało się nam też odnaleźć szachowego konia, fasadę nieistniejącego już banku, orientalny nagrobek miłośnika dalekiego wschodu oraz miejsce znane wszystkim fanom Czterech pancernych i psa!





Jedynym elementem "wykładowym" było zwrócenie uwagi, że zamiast krzyży wszechobecne są Gwiazdy Dawida.




niedziela, 14 czerwca 2015

Wrocławskie ZOO

Planując wizytę we wrocławskim ZOO najlepiej kupić bilety przez internet. W związku z otwarciem Afykarium kolejki do wejścia, zarówno do ZOO, jak i samego Afrykarium, już wewnątrz ogrodu, ciągną się na 2-3 godziny. Trzeba się na to przygotować, przede wszystkim psychicznie, albo wziąć sobie dzień wolny wtedy, gdy wszyscy siedzą w pracy albo leje :)
6 godzin w ZOO? A czemu nie? Natomiast nie ma się co łudzić, że zobaczy się wszystko.
Ten ogród zoologiczny to niesamowite połączenie starego i nowego. Kilkudziesięcioletnie pawilony z małpkami i ptakami puszczonymi wolno. Leniwiec zwisający ci nad głową bez żadnych krat. To samo z nietoperzami.
Osobne pomieszczenia, które imitują naturalne środowisko amazońskiej dżungli, Madagaskaru, czy afrykańskiej sawanny. Idąc ścieżką pomiędzy klatkami nagle nad głową przechodzi stadko małpek po drabinkach zwisających między drzewami. Zadziwiająca jest też kolekcja wszelkiego rodzaju robali.




Nowością tegoroczną jest możliwość "wejścia w nurty Odry" i podpatrywania ryb w ich naturalnym środowisku w ogromnych akwariach. Z każdym rokiem oferta parku wzbogaca się o przeróżne atrakcje dla dzieci. W tym roku Słodziaki zachwyciły się możliwością wejścia do skorupy ogromnego żółwia.
No, ale Afrykarium. Hipopotamy, pingwiny, mrówkowce, golce, ogromne ryby, miniaturowe rekiny, płaszczki "fruwające" nad głową, żółwie morskie. Zejście pod ziemię, w środek akwariów, wodospady, kładki nad wybiegami. Bajka!






"Boże, 2 godziny staliście?!?! Warto było?" WARTO! Za każdym razem i każdym kolejnym! WARTO!

P.S.1
Wyprawy do ZOO nie sponsorował Tauron, tylko ciocia Monia i wujek Grześ (raz jeszcze dziękujemy!).

P.S.2
Kacper: "Mamo, chciałem Ci powiedzieć, że tego makaronu w zupie jest wpizdu!"

piątek, 22 maja 2015

Jak wydoić jaka?

Z inicjatywą kościelną trochę nam nie po drodze, ale tym razem było...pięknie. Wybraliśmy się na wycieczkę do Salezjańskich Wiosek Świata.
Ale po kolei. Przez tydzień Kajtek pokasływał, co doprowadzało mnie do szału powodując, zupełnie niepotrzebnie, nerwową atmosferę. Któregoś dnia ulubiony telefon z przedszkola: Kajtek ma gorączkę, proszę po niego przyjść. Gorączka rzeczywiście ogromna, nie bardzo mijała, dodatkowo udało mi się dostrzec w gardle "kalafiory", to już wiedziałam, że znów mamy anginę. Znów, bo poprzednią uraczył nas w moje urodziny, czyli na początku marca. Jak na dziecko, które nie choruje, sytuacja niepokojąca. Przy okazji polecam aplikację na telefon: Latarka, przydaje się zwłaszcza, gdy trzeba zaglądnąć małemu człowiekowi do gardła.
Oczywiście diagnoza to angina, antybiotyk, a po nim 3-miesięczna szczepionka uodparniająca oraz wizyta u laryngologa (już na sierpień). Podczas objaśniania dawkowania antybiotyku Pani Doktor usłyszała od Kajtka: "Przepraszam, że o tym wspomnę, ale antybiotyk zabija wszystkie bakterie". Dlatego dostał probiotyk i 6 mld żywych kultur bakterii z wykładem od lekarza, po co mu one i co mają odbudować.


Ale Wioski. Plan był taki: z przedszkola pod Wawel, następnie statkiem do Wiosek. Potem okazało się, że do Mongolii, która była tematem zajęć dzieci "leciały" jeszcze samolotem. Rejs był krótki, ale z przygodą, którą było wysiadanie po trapie.
Warsztaty we wspomnianych już Wioskach Świata dotyczyły Mongolii. Najpierw nastąpiło przywitanie z panią przewodnik, omówienie zasad (całych dwóch). Następnie dzieci udały się na wielka naziemną mapę świata, gdzie odszukały Mongolię, zapoznały się z państwami sąsiadującymi.


Kolejnym punktem programu była wizyta w jurcie. Opowieści o zwyczajach, o potrawach, o strojach przeplatane były zajęciami ruchowymi (dojenie jaka, czy przenoszenie wody za pomocą gąbki) i plastycznymi (dekorowanie jurty), czy wyścigami konnymi. Na koniec pani przewodnik zapoznała dzieci, w sposób bardzo przystępny i dostosowany do ich wieku, z salezjańską misją i osobą wolontariusza.
Kto spodziewa się zdjęcia z dojenia jaka muszę go rozczarować: można albo doić jaka, albo robić mu zdjęcia :)