W sobotę byliśmy na rodzinnym pikniku zorganizowanym przez nasze przedszkole.
Miejsce piękne, na uboczu, z dala od cywilizacji. Nasze miastowe dzieci mogły wreszcie poczuć smród obory, ale od początku.
Po długiej i burzliwej drodze do Gruszowa, pełnej zakrętów, wzniesień
oraz przepięknych widoków dotarliśmy na miejsce (o dziwo nikt nie
rzygał).
Gospodyni i gospodarz przy pomocy wszystkich zgromadzonych dzieci wyrabiali ciasto na chleb. Potem robili bułki, plecionki, kurki i wkładali je na blachach do wielkiego pieca znajdującego się przy zadaszonej altanie. Na koniec naszego pobytu każdy dostał swoje dzieło i mieliśmy piękne grzanki do pomidorówki na późnym sobotnim obiedzie.
Potem nasza ogromna horda dzieci i rodziców została podzielona na podgrupy i zaczęło się!
Najpierw przejażdżka traktorem. Pan gospodarz prowadził, a wszyscy chętni jechali w przyczepce. Każde dziecko po powrocie chciało na Dzień Dziecka dostać oczywiście prawdziwy traktor :)
Bliźniaki, ale super!!!! Super? No to zapraszamy do nas. Nikt nie wytrzymuje dłużej niż dwie godziny. Bywa fajnie, ale generalnie jest... Ten blog jest o naszych doświadczeniach, problemach i sposobach ich rozwiązywania, o codzienności z bliźniakami.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
niedziela, 1 czerwca 2014
Gumowe uszy
Wcześniej, czy później przychodzi taki moment, że Twoje własne dziecko zaskoczy Cię wiedzą, której na pewno nie zdobyło w domu, czyli od Ciebie.
Czytałam wczoraj na dobranoc chłopcom książkę naukową, a konkretnie rozdział pt."Dlaczego babcia i dziadek mają siwe włosy?" i okazało się, że moi synowie dokładnie wiedzą, gdzie są skronie i mieli podejrzenie, że siwienie ma związek z kończeniem się pigmentów we włosach. Ale jakich pigmentów, skąd pigmentów?
Chwilę wcześniej sięgali do swoich pamięci, sprzed roku, kilku miesięcy: "Mamo, a jak się nazywała ta Pani, która nam kupiła czapki?". No i bądź tu mądry i pisz wiersze! Chwilę mi to zajęło, żeby domyślić się, o którą dokładnie chodziło.
Powyższe sytuacje nieuchronnie dowodzą, że nasze dzieci myślą samodzielnie, analizują, a przede wszystkim obserwują nas i cały otaczający ich świat. Nie można już rozmawiać przy nich o wszystkim, bo na pewno zapytają o niezrozumiałe słowa, wychwycą wszystkie przekleństwa i przypomną, że za każde z nich trzeba wrzucić pieniążek do skarbonki :)
Nasze kłótnie odbiją się na dzieciach, nie ma już wykrętów, że są mali, że nie rozumieją. Nie można już oglądać Sexu w wielkim mieście w ciągu dnia, przy prasowaniu. Bardzo rzadko oglądam "dorosłe" filmy w ciągu dnia, ale gwarantuję Wam, że jak tylko je włączę, chłopcy mają do mnie milion pytań, spraw, byle tylko być w tym samym pomieszczeniu, co telewizor.
Tak samo jest z tabletami i zakazanym połączeniem z internetem. Kacper i Kajtek wiedzą, że nie wolno im włączać WiFi, a mimo to od czasu do czasu łamią ten zakaz. Swoją drogą, to nikt im nie pokazywał, jak to zrobić, a ja spędziłam 45 minut na nauce obsługi tego cholerstwa.
A parę dni temu Kajtek zapytał mnie, czy to co piję to wódka. Wódki od ostatniej klasy liceum nie biorę do ust (na samo wspomnienie tej imprezy robi mi się słabo), M. nie pijący z definicji, więc skąd to pytanie i w ogóle, jak wódka, do cholery?! Kacper szybko rozwiał moje wątpliwości informując mnie, że w majowy weekend Tata Piotrka zatruł się wódką, ale na szczęście nie umarł :)
Czytałam wczoraj na dobranoc chłopcom książkę naukową, a konkretnie rozdział pt."Dlaczego babcia i dziadek mają siwe włosy?" i okazało się, że moi synowie dokładnie wiedzą, gdzie są skronie i mieli podejrzenie, że siwienie ma związek z kończeniem się pigmentów we włosach. Ale jakich pigmentów, skąd pigmentów?
Chwilę wcześniej sięgali do swoich pamięci, sprzed roku, kilku miesięcy: "Mamo, a jak się nazywała ta Pani, która nam kupiła czapki?". No i bądź tu mądry i pisz wiersze! Chwilę mi to zajęło, żeby domyślić się, o którą dokładnie chodziło.
Powyższe sytuacje nieuchronnie dowodzą, że nasze dzieci myślą samodzielnie, analizują, a przede wszystkim obserwują nas i cały otaczający ich świat. Nie można już rozmawiać przy nich o wszystkim, bo na pewno zapytają o niezrozumiałe słowa, wychwycą wszystkie przekleństwa i przypomną, że za każde z nich trzeba wrzucić pieniążek do skarbonki :)
Nasze kłótnie odbiją się na dzieciach, nie ma już wykrętów, że są mali, że nie rozumieją. Nie można już oglądać Sexu w wielkim mieście w ciągu dnia, przy prasowaniu. Bardzo rzadko oglądam "dorosłe" filmy w ciągu dnia, ale gwarantuję Wam, że jak tylko je włączę, chłopcy mają do mnie milion pytań, spraw, byle tylko być w tym samym pomieszczeniu, co telewizor.
Tak samo jest z tabletami i zakazanym połączeniem z internetem. Kacper i Kajtek wiedzą, że nie wolno im włączać WiFi, a mimo to od czasu do czasu łamią ten zakaz. Swoją drogą, to nikt im nie pokazywał, jak to zrobić, a ja spędziłam 45 minut na nauce obsługi tego cholerstwa.
A parę dni temu Kajtek zapytał mnie, czy to co piję to wódka. Wódki od ostatniej klasy liceum nie biorę do ust (na samo wspomnienie tej imprezy robi mi się słabo), M. nie pijący z definicji, więc skąd to pytanie i w ogóle, jak wódka, do cholery?! Kacper szybko rozwiał moje wątpliwości informując mnie, że w majowy weekend Tata Piotrka zatruł się wódką, ale na szczęście nie umarł :)
środa, 28 maja 2014
Dzień Matki
Kacper: Tato, nie kupiłeś Mamie żadnego prezentu na Dzień Matki!
M.: Ale przecież to nie jest moja Mama!
Kacper: No co Ty Tato, przecież to nasza Mama!
Stanęło na tym, że M. z synami obsadzi mi kwiatkami balkon, jak tylko pan Fliziarz skończy kłaść kafelki :) Ponieważ nienawidzę babrać się w ziemi, w przeciwieństwie do chłopców, jestem w 100% usatysfakcjonowana.
Dziwne uczucie ten Dzień Matki. Do tej pory było to święto mojej Mamy. Zresztą jakiej "mojej"? Mama, to Mama i już - nie trzeba było nic tłumaczyć, wiadomo było, co i jak.
Po ślubie była MOJA Mama i Mama M. To też było w miarę logiczne i bezproblemowe.
Od 5 lat Mamą jestem ja i nadal nie mogę w to uwierzyć!
Nie spodziewałam się idyllicznego obrazka pięknych, czystych (!), uśmiechniętych dzieci i miłości zalewającej każdą komórkę mojego ciała. Podejrzewałam, że ci, którzy mówią, że macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz pod słońcem, sens życia kobiety, a dzieci to cały świat i nic innego się nie liczy - po prostu mają nierówno od sufitem. Wiedziałam, że będzie ciężko, zwłaszcza z bliźniakami. Praca na cztery ręce, 24 h na dobę, nieprzespane noce, wysłuchiwanie kolkowego płaczu od 17.00 do północy, pieluchy, butelki, wielki, nieporęczny wózek, ciągłe spacery po tych samych alejkach, non stop pranie, prasowanie.
Przeczytałam wszystko, co się dało, towarzyszyłam przyjaciółkom przy ich dzieciach - byłam przygotowana.
M.: Ale przecież to nie jest moja Mama!
Kacper: No co Ty Tato, przecież to nasza Mama!
Dziwne uczucie ten Dzień Matki. Do tej pory było to święto mojej Mamy. Zresztą jakiej "mojej"? Mama, to Mama i już - nie trzeba było nic tłumaczyć, wiadomo było, co i jak.
Po ślubie była MOJA Mama i Mama M. To też było w miarę logiczne i bezproblemowe.
Od 5 lat Mamą jestem ja i nadal nie mogę w to uwierzyć!
Nie spodziewałam się idyllicznego obrazka pięknych, czystych (!), uśmiechniętych dzieci i miłości zalewającej każdą komórkę mojego ciała. Podejrzewałam, że ci, którzy mówią, że macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz pod słońcem, sens życia kobiety, a dzieci to cały świat i nic innego się nie liczy - po prostu mają nierówno od sufitem. Wiedziałam, że będzie ciężko, zwłaszcza z bliźniakami. Praca na cztery ręce, 24 h na dobę, nieprzespane noce, wysłuchiwanie kolkowego płaczu od 17.00 do północy, pieluchy, butelki, wielki, nieporęczny wózek, ciągłe spacery po tych samych alejkach, non stop pranie, prasowanie.
Przeczytałam wszystko, co się dało, towarzyszyłam przyjaciółkom przy ich dzieciach - byłam przygotowana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)