Generalnie jestem bardzo przeciw. Zwłaszcza przy bliźniakach, u których zabawa z mieczami, toporami, pistoletami lub karabinami zawsze kończy się wojną i to dosłownie.
Udało się nam tylko z pistoletami na kapiszony, które dymią, śmierdzą i hałasują. Wychodzą z M. na pole i strzelają - każdy z chłopców cały magazynek i... są w siódmym niebie!
Do tej pory zasada była taka, że nie kupujemy zabawek militarnych. W związku z tym nie mamy w domu tylko łuków, bo nad tym zupełnie nie da się zapanować!
Przypomina mi się jedno zdjęcie z facebooka z wywieszką sklepową tej treści: "Na terenie całego sklepu obowiązuje bezwzględny zakaz strzelania z łuku!". U nas w domu też :)
Rok temu byliśmy na wycieczce przedszkolnej w Skarbcu Koronnym i Zbrojowni wawelskiej. Szaleństwo było wśród wszystkich, nie wyłączając dziewczynek. Najfajniejsze były armaty.
Zaliczamy wszystkie turnieje rycerskie (w tym roku planujemy wizytę w Ogrodzieńcu), pokazy najazdu Tatarów i tym podobne. Jutro wybieramy się na warsztaty o współczesnych rycerzach.
Bliźniaki, ale super!!!! Super? No to zapraszamy do nas. Nikt nie wytrzymuje dłużej niż dwie godziny. Bywa fajnie, ale generalnie jest... Ten blog jest o naszych doświadczeniach, problemach i sposobach ich rozwiązywania, o codzienności z bliźniakami.
piątek, 9 maja 2014
wtorek, 6 maja 2014
Majówka
Udało nam się i tym razem wyjechać na majówkę - tradycyjnie do Wrocławia (tak, lało jak zwykle).
Wyjechaliśmy bladym świtem 1 maja (7.15), żeby uniknąć korków. Wydawało nam się, że dzieci ściągnięte z łóżka 15-20 minut wcześniej niż zazwyczaj wstają, prześpią się w samochodzie, co da nam niewątpliwy komfort jazdy. Oczywiście przeliczyliśmy się, gdyż chłopcy podnieceni perspektywą wyprawy byli ożywieni bardziej niż zazwyczaj. Niestety zapomniałam zapakować audiobooków, więc co 5-10 minut wybuchały kłótnie i przepychanki, od których udawało nam się czasem odwrócić ich uwagę, a to "polami rzepaków", a to dziwnymi wiaduktami, a to szukaniem parkingu ze stacją benzynową na postój, a to w końcu zabawą w wymyślanie wyrazów na ostatnie litery.
Wyjechaliśmy bladym świtem 1 maja (7.15), żeby uniknąć korków. Wydawało nam się, że dzieci ściągnięte z łóżka 15-20 minut wcześniej niż zazwyczaj wstają, prześpią się w samochodzie, co da nam niewątpliwy komfort jazdy. Oczywiście przeliczyliśmy się, gdyż chłopcy podnieceni perspektywą wyprawy byli ożywieni bardziej niż zazwyczaj. Niestety zapomniałam zapakować audiobooków, więc co 5-10 minut wybuchały kłótnie i przepychanki, od których udawało nam się czasem odwrócić ich uwagę, a to "polami rzepaków", a to dziwnymi wiaduktami, a to szukaniem parkingu ze stacją benzynową na postój, a to w końcu zabawą w wymyślanie wyrazów na ostatnie litery.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Adopcja rybki
Zaczęło się niewinnie. Po Kubę z maluchów przyszła jego mama z małą siostrzyczką Agatką. Agatka była mała, spała, miała smoczusia. Mama Agatki dała ją chłopcom potrzymać na kolanach - efekt: chłopcy byli zakochani w Agatce i chcieli mieć siostrzyczkę.
Po paru miesiącach znów odbiór Kacpra i Kajtka zbiegł się w czasie z odbiorem Kuby, ale Agatka była niewyspana i darła się, jakby ją ze skóry obdzierali. Byli przerażeni, nigdy nie widziałam, żeby tak szybko się przebierali w przedszkolu!
Kacper: "Mamo, a dlaczego Agatka płakała?"
Ja: "Bo dzieci zazwyczaj płaczą. Nie umieją jeszcze mówić, więc jak tylko czegoś chcą, to płaczą"
Kajtek: "My też tak płakaliśmy?!"
Ja: "Nawet gorzej, bo było Was dwoje".
Temat rodzeństwa ucichł.
Po paru miesiącach znów odbiór Kacpra i Kajtka zbiegł się w czasie z odbiorem Kuby, ale Agatka była niewyspana i darła się, jakby ją ze skóry obdzierali. Byli przerażeni, nigdy nie widziałam, żeby tak szybko się przebierali w przedszkolu!
Kacper: "Mamo, a dlaczego Agatka płakała?"
Ja: "Bo dzieci zazwyczaj płaczą. Nie umieją jeszcze mówić, więc jak tylko czegoś chcą, to płaczą"
Kajtek: "My też tak płakaliśmy?!"
Ja: "Nawet gorzej, bo było Was dwoje".
Temat rodzeństwa ucichł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)