sobota, 12 kwietnia 2014

"5:00 rano - zabawa skończona"

Idę ciepłą plażą. Złoty piasek łagodnie przesypuje mi się między placami, a ciepła woda delikatnie obmywa stopy.. Wchodzę do wielkiego sklepu z ciuchami, w ręku nielimitowana karta kredytowa, wszystkie ubrania są w moim rozmiarze nr 36...
"Mamo, posikałem się!" Jakaś część mnie jest na plaży, inna - w sklepie z ciuchami. Jeszcze inna sugeruje zignorowanie tego natręta. Jaka mama? Kto jest mamą? Ja jestem mamą. No tak. Mam dziecko, nie - dwójkę dzieci, bliźniaki. Który to? Czego chce?
Kacper- posikał się. Szlak trafił świeżo wypraną pościel! Cały tydzień było pięknie, ani pół kropelki. Mógłby już przestać sikać w nocy - ma 5 lat! Nie wolno mieć pretensji do dziecka, to nie jego wina, pościel się wypierze. "Nic się nie stało Kacperku, choć i przytul się do mamy". Czemu on jest goły? Acha, posikał się, zdjął piżamę.

Ciekawe, która godzina? 5.30. Ja pi...lę, która?!?!?! Jezu, co dziś za dzień? Niedziela. Do spania, całe moje jestestwo domaga się snu.
Przytulę się do potomka, pośpimy jeszcze. Tup, tup, tup. Idzie Kajtek. Piłka, angry birds. Szkoda, że jeszcze całej biblioteczki za sobą nie wziął. No dobra. Co to za hałas? M. chrapie. Co on tu robi? Przecież to jego łóżko. No dobra. Jest jeszcze szansa na sen.
M., goły Kacper, Kajtek, ja sobie posiedzę.

piątek, 4 kwietnia 2014

Przepis na udaną niedzielę

"Czy Pani organizuje jakoś weekendy chłopcom?" - usłyszałam dość retoryczne, jak dla mnie, pytanie. Po pierwsze jestem wielkim zwolennikiem empirycznego nauczania. Uważam, że jak się coś zobaczy, czegoś dotknie, to to zostaje w człowieku na długo. Po drugie naprawdę zapraszam do nas w weekend, który przez przypadek nie będzie obfitował w różnorakie atrakcje. Rozniesienie domu to naprawdę nic :)


Kajtek i Kacper nie są wprawdzie nadpobudliwi, ale mówię to tylko dlatego, że psycholog całym swoim autorytetem temu zaprzecza. Nawet jak leje w planach zawsze mamy kino, teatr, czy wizytę u Dziadków.
Tym razem jednak świeciło piękne słońce.



Zaczęło się od pysznego śniadania, na które szef kuchni, czytaj: ja, serwowałam parówkowe serca. Weekend to świetny czas na poświęcenie większej ilości czasu na gotowanie i eksperymenty jedzeniowe. Ponieważ z założenia nie robię zakupów w weekend, posiłki są z góry zaplanowane. Bardzo często planujemy również wyjścia do restauracji, nawet jeżeli miałby być to Mc Donald (nie interesuje mnie, czy ktoś się z tym zgadza, czy nie. Raz na jakiś czas nawet śmieciowe jedzenie dzieciom nie zaszkodzi.)

środa, 2 kwietnia 2014

Bunt na pokładzie

W ciąży zawsze żartowałam, że dzieci oprócz tego, że mają urodzić się zdrowe (w co wierzyłam bez zastrzeżeń, bezgranicznie, całą sobą, mimo wielu obaw) miały reagować na polecenia.
Kacper i Kajtek z reguły słuchają tego, co się do nich mówi i robią to, o co się ich poprosi. Nie jest to jednak wynikiem koncertu życzeń, ale naszej pracy z nimi i nad nimi, zwłaszcza przy dopasowanych do wieku buntów.
Poza tym należy pamiętać o nie wymaganiu rzeczy niemożliwych, bo to napewno spowoduje, że usłyszymy "NIE!" i to w podwójnym wydaniu.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: chłopcy się bawią w pokoju, układają klocki - czytaj klocki są rozwalone po całym pokoju (i oby tylko tam). Wieczorem, żeby nie wiem jak dokładnie posprzątać, napewno na któregoś staniesz. A ty komunikujesz: "Proszę posprzątać pokój, zaraz będzie kolacja". Reakcja? W najlepszym razie "nie!", albo prośba: "jeszcze chwilę się pobawmy". Prośba jest tylko z pozoru niewinna, bo gdy raz na nią przystaniemy, da to sygnał, że tak można. Skoro przychyliliśmy się do jednej, to czemu nie do drugiej, dziesiątej itd. Powtarzamy więc prośbę i tu następuje wymiennie: wrzask, płacz, groźby zmiany rodziców, wyprowadzka z domu i takie tam normalne rzeczy. Jeżeli oznaczasz się świętą cierpliwością próbujesz jeszcze jakoś zareagować, ale przypominam, że jest wieczór, wizja przed Tobą: kolacja, kąpiel, spanie, ŚWIĘTY SPOKÓJ. Finał - wrzask i kłótnie.