To ostatnio hitowa piosenka przedszkolna :) Rzecz będzie o spacerach.
Jak dzieci są małe to staramy się wpisać spacer w harmonogram dnia codziennego. Chłopcy urodzili się zimą, więc "balkonowaliśmy" ich od pierwszego tygodnia, aby po 7-8 dniach iść z nimi na pierwszy "prawdziwy" spacer.
Po ładnych paru miesiącach usłyszałam jednak opinię, z którą się zgadzam, że noworodki można od razu "brać na pole", bo przecież ze szpitala wychodzi się na zewnątrz i to w kilka dni po narodzinach.
Początkowo spacery były super, trwały 3 godziny, bo karmienie było co 4, wiec pół godziny na ubranie i pół godziny na powrót. Oni spali, ja spalałam tłuszcz spacerując, albo czytałam książki, gazety.W wielkiej torbie zawsze miałam ze sobą: picie w dwóch butelkach, pieluchy tetrowe, pampersy na zmianę (z 6 sztuk), mokre chusteczki i naładowany telefon. Jak było chłodniej, to na zmianę pieluszki wracałam do domu i spacer się kończył, ale ciepłą wiosną i jesienią oraz całe lato czynność, którą doprowadziłam do perfekcji, odbywała się na świerzym powietrzu:)