Nigdy jednak nie robiłam postanowień noworocznych, ale w tym roku naszła mnie refleksja.
Zaczęło się od rozmowy z A. O tym, że każdy patrzy na siebie, na swoją "domową" rodzinę, że nie dbamy o relacje z ludźmi, którzy kiedyś byli dla nas ważni, że zawsze odkładamy spotkania/telefony/maile/facebooki na jutro, na "za tydzień", "na przyszły weekend". Mija miesiąc, rok, a czasami nawet więcej i.... nic się nie dzieje. Dlatego tak dużym powodzeniem cieszą się spotkania"klasowe" po latach, bo ludzie wracają do wspomnień i zachowań z okresu, kiedy to wszystko było.... ważne, miało znaczenie.
I o co chodzi? Tak bardzo się zmieniliśmy? Zajęliśmy się dziećmi, pracą, dorosłym życiem? Nie mamy czasu? Ile można do kogoś dzwonić jako pierwsza, ile można proponować komuś spotkanie, ile można próbować? Praktycznie każdy z kim na ten temat rozmawiam, ma takie przeświadczenie. Przyjaźń wymaga pielęgnowania, podobnie jak każda relacja. Nie można mieć poczucia jednostronności. Skoro ja tak myślę o innych, to czy inni też tak myślą o mnie? Czy ja też kogoś zawodzę, czy mnie też nie ma wtedy, gdy powinnam być, czy nie dzwonię, nie spotykam się? Pewnie tak dokładnie jest. Skoro mnie bolą i rozczarowują zachowania bliskich mi osób, to moje postępowanie dotyka też innych.
Na starych przyjaciół nie ma czasu, do nowych znajomości podchodzimy z rezerwą, ostrożnie.

