wtorek, 28 stycznia 2014

Krytyka

Nie ma chyba nic gorszego, gdy ktoś skrytykuje zachowanie Twoich dzieci. O Matko! Nie wiem, skąd się to bierze, ale moją pierwszą reakcją jest bardzo nie parlamentarne "od...ol się, to nie Twoje dzieci!"
Jak już oczywiście ochłonę, to mogę ewentualnie przemyśleć przedstawione "zarzuty".
Przede wszystkim jednak należy mieć na względzie to, że każdy ma prawo wychowywać dzieci jak mu się podoba. Dla każdego, co innego w tym wychowaniu będzie najważniejsze.

Ja na przykład przykładam dużą uwagę do  form grzecznościowych i rosnę w swoich oczach, jak chłopcy bez upominania wchodząc np. do przedszkola mówią "dzień dobry". Ale już o "dziękuję" zapominają nagminnie, a "proszę" używają wtedy, gdy udaję, że nie słyszę, czego ode mnie chcą.
Dziś w drodze do przedszkola zagadnął ich starszy Pan, a chłopcy nie odezwali się słowem i poszli dalej. Zapytałam, z zamiarem ostrej reprymendy, dlaczego nic nie odpowiedzieli Panu, na co Kacper stwierdził, że Pana nie znają, a nie wolno im rozmawiać z obcymi. Płacz miałam na czubku nosa...

sobota, 18 stycznia 2014

Szpital

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, jak sprawić, żeby mój pobyt w szpitalu nie był dla dzieci traumą. Jestem zdecydowaną przeciwniczka traktowania dzieci, jak kumpli (przynajmiej w tym wieku) i obarczania ich lękami dorosłych. Uważam, że małe dziecko boi się tylko tego, czego go nauczymy lub tego co zobaczy w TV.
Oglądałam kiedyś jeden z programów pseudo-dokumentalnych o operacjach plastycznych i nie zapomnę 12/13 - letniego chłopca, który zapytany, co myśli o operacji mamusi (rzeczona mamusia robiła dobrze tatusiowi powiększając sobie biust), w spazmach odpowiedział, że się boi, że mamusia się nie obudzi. No za coś takiego zrobionego dziecku to lałabym tych rodziców i patrzyła, czy równo puchnie!
Ale nie o tym.
O planowanym pobycie w szpitalu napomknęłam chłopcom, mimo chodem, w niedzielę wieczorem, mówiąc, że jutro idę do szpitala i że wrócę za pięć dni, ale do nich będzie przyjeżdżała Babcia. Wzbudziło to wybuch wielkiej radości, do tego stopnia, że Kacper rano w poniedziałek upewnił się, że napewno idę do tego szpitala, a Babcia przyjedzie "na stówę".
Z dziećmi rozmawiałam codziennie, albo co drugi dzień, przez telefon pytając, jak im minął dzień, co jedli, o czym uczyli się w przedszkolu. Nie zawsze udawało mi się rozmawiać z nimi codziennie, bo jak zadzwoniłam w porze bajki, czy jedzenia śniadania, to moje latorośle rezolutnie przypominały mi, że teraz nie mogą rozmawiać.