wtorek, 29 października 2013

Franklin

Znów w Krakowie odbyły się Targi Książki i znów nie mogłam się oprzeć... Siaty wypchane Albertem i Franklinem :)
O Albercie już było. Pora na Franklina. To żółwik, który mieszka z mamą i tatą (pojawi się również siostrzyczka), chodzi do szkoły, ma wielu przyjaciół. W codziennym życiu spotyka go wiele problemów. Jest np. zazdrosny, chce mieć nową zabawkę, na którą nie ma pieniędzy, nie udaje mu się nauczyć jeździć na rowerze itd.


Książki są poprawne do granic możliwości, są ciepłe, zabawne i "nieoczywiste". Pomagają w rozwiązywaniu codziennych problemów wychowawczych.
Dużym plusem serii jest cena (6-7,00 PLN/książka) oraz to, że zrobiono animację na jej podstawie, którą teraz można oglądać np. na Mini Mini.
Polecam.


poniedziałek, 21 października 2013

1 listopada

Trudno przeżyć to święto radośnie. Trudno obyć się bez kłopotliwych pytań o śmierć. Dorosłym cmentarz kojarzy się z bólem po stracie najbliższych, dzieciom nie musi - jeszcze zdążą.. Dlatego staram się "oswajać" cmentarze.
Chodzimy na spacery, buszujemy w liściach szukając kasztanów i żołędzi, zapalmy znicze (mamy nawet specjalne zapalniczki z długą końcówką, żeby chłopcy mogli to robić samodzielnie), sprzątamy groby i opowiadamy historie o tych, których już nie ma.
Nie lubię tłumów na Wszystkich Świętych, drażni mnie to, że nikt nikomu nie ustąpi miejsca w tramwaju, że wszyscy się pchają (jakby to był wyścig) i że robi się generalnie napięta atmosfera.
Uwielbiam ten zapach i widok cmentarza po zmroku. Przypominają mi się wyjazdy "na groby" do Ziębic, Głuchołaz w dzieciństwie (tego, że rzygałam całą drogę już nie pamiętam:). Liczyliśmy wiadukty i bawiliśmy się w gry językowe..
Lubię wracać do domu na ciepły obiad.

Chciałabym ,żeby moi synowie też tak wspominali kiedyś 1. listopada, mimo, że nie wolno biegać po cmentarzu, głośno śpiewać, moczyć rąk w wodzie z hydrantów, a tym bardziej bawić się w berka.
Dla tego wszystkiego celebrujemy amerykańską tradycję Halloween. Jedziemy prawie 30 km po najlepsze dynie, wycinamy wzory (może Angry Birds nie jest za bardzo halloweenowe, ale chłopcy chcieli:), przebieramy się oraz organizujemy zabawę z duchami.
Poza tym dynia ma dużo witamin i minerałów, a jak dzieci same wygrzebią miąższ, to potem taka zupa smakuje najlepiej.
Polecam "naginanie" tradycji.


piątek, 4 października 2013

Zły dotyk

Na kanwie ostatnich medialnych doniesień o pedofilii wśród wielu grup społecznych, zaczęłam znów rozmawiać z chłopcami na temat "złego dotyku". Mówić o tym, że nikt oprócz Rodziców i lekarza nie może ich dotykać w miejscach intymnych. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytów, gdyż Panie w przedszkolu czasem pomagają dzieciom w codziennej toalecie, ale wspomogłam się paroma przykładami i chyba jakoś poszło.
Dodatkowo pojawił się wątek obcego dającego nam cukierki, chcącego zaprowadzić do Mamy.
Ze zdumieniem stwierdziłam, że o ile Kacper i Kajtek doskonale wiedzą, że żadnych cukierków nie można brać od obcych, tak oboje poszliby z kimś, kto chce ich zaprowadzić do Mamy..
No i co? Czytałam kiedyś na blogu Doroty Zawadzkiej doskonałe rozwiązanie takiej sytuacji - hasło!!! Trzeba mieć z dzieckiem tajne hasło, którym posłuży się nieznajomy, jeżeli rzeczywiście zostanie przysłany przez Rodziców. Takie proste.
Polecam serię książek Mądra Mysz, a w niej - "Zuzia nie korzysta z pomocy nieznajomego".

Podstawowym problemem w powyższych sytuacjach jest to, że dziecko musi być asertywne, nie bać się powiedzieć swojego zdania. Musi głośno, dobitnie powiedzieć NIE - a nie jak mi się wcześniej wydawało "krzyczeć i lecieć do Pani".
Ale dziecko, które ma swoje zdanie, jest asertywne i dąży do celu jest dzieckiem "upartym, niegrzecznym, pyskatym". A już codzienność z taką dwójką przyprawia o zawrót głowy. Przez wychowanie, ciągłe upominanie, karcenie zduszamy w dziecku te cechy, które są niezbędne do samoobrony w nierównym starciu z dorosłym.
Ale to słynne "bezstresowe wychowanie", które zresztą oglądam co tydzień w szatani na zajęciach, też jest dla mnie nie do przyjęcia. Pewnie jak zwykle znalezienie złotego środka będzie receptą, choć napewno nie bezbolesną. Może jednak warto?