Teraz jak Słodziaki mają prawie dwa tygodnie przerwy od szkoły to ja...oddycham z ulgą. Nie dlatego, że coś jest nie tak ze szkołą. Tylko zawożenie, odwożenie, wstawanie. Z miłą chęcią trochę od tego odetchnę.
No ale nie zmienia to faktu, że trzeba się trochę namęczyć, żeby było fajnie i dla nich i dla nas.
W domu można zorganizować:
- maraton filmowy, u nas Star Wars
- w nawiązaniu do powyższego zaliczyliśmy najnowszy epizod w kinie (REWELACJA!!!!!)
- rozgrywki w grach i to w planszówkach, i na Playstation
- czytanie na głos ulubionych książek (każdy na zmianę po rozdziale)
- lego
Słodziaki zdecydowały się w końcu spieniężyć skarbonki, więc pojechaliśmy do sklepu po nowe zestawy. Uwierzcie mi, że cztery godziny nie wiedziałam, że mam dzieci. Siedzieli przy swoich biurkach i składali zestawy. Na tym zabawa się nie skończyła, bo już drugi dzień z rzędu się nimi non stop zajmują układając przeróżne scenariusze.
Na polu zaś byliśmy na lodowisku na świeżym powietrzu, graliśmy w nogę na śniegu, zorganizowaliśmy mini bitwę na śnieżki. Zawsze też po sylwestrowych hulankach można iść na spacer w poszukiwaniu najfaniejszej szopki. Dla dorosłych liczą się oczywiście te nietypowe, z przesłaniem, ale jeżeli chodzi o dzieci to zawsze wygrywają te ruchome, a zwłaszcza ta u Redemptorystów, bo największa. Trzeba tylko pamiętać o wypchaniu kieszeni drobniakami dla aniołków, które w tym roku oprócz kiwania głową świecą ledowo i czasem nawet wygrywają jakieś kolędy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz